Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 19.06.2005 23:26

W tym tygodniu działo się wiele. Nie mówię tu jednak o rynku, gdzie o mocje

było stosunkowo trudno, ale o sferze makro. I to dość szeroko pojętej. Mowa

oczywiście o targach dotyczących unijnego budżetu. Wiele było wypowiedzi,

analiz, propozycji. Niestety wszystko skończyło się wielką klapą.

Przyjrzyjmy się wydarzeniom ostatniego tygodnia.

Reklama
Reklama

Na początku tygodnia poznaliśmy polskie stanowisko negocjacyjne. "Polska

walczy o zwiększenie dostępnego dla nas limitu funduszy unijnych, a nie

całego budżetu UE na lata 2007-13, bo wówczas wzrosłaby też polska składka

do unijnego budżetu, co może się nam nie opłacać" - poinformował nas w

poniedziałek minister ds. europejskich Jarosław Pietras. Według propozycji

Komisji Europejskiej limit ten miał wynosić rocznie 4 proc. naszego PKB, ale

Reklama
Reklama

już wiadomo było, że będzie to trudne i kierujący obecnie (do końca

czerwca) pracami UE Luksemburg proponuje zmniejszenie go do 3,9 proc. PKB.

"Zgodnie z polskimi obliczeniami, wzrost limitu absorpcji z 3,9 do 4 proc.

naszego PKB, dałby Polsce o 1,4 mld euro więcej unijnych funduszy spójności

w ciągu siedmioletniego planu budżetowego" (PAP). Zdaniem Pietrasa,

przedstawiony przez Luksemburg kompromis budżetu UE (ten z początku

Reklama
Reklama

tygodnia) był dla Polski korzystny. Polska "na czysto" mogłaby z tego dostać

około 60-64 mld. euro, najwięcej spośród wszystkich krajów UE. Mimo to

Pietras zapewniał, że "wciąż walczymy o zapisy, które ułatwią wchłonięcie

unijnych funduszy przez najbiedniejsze polskie regiony, np. o zmniejszenie

wymaganego od nich własnego wkładu finansowego (zwłaszcza dla pięciu

Reklama
Reklama

najbiedniejszych regionów polskich, które są jednocześnie najbiedniejsze w

UE) oraz walczymy o wydłużenie z trzech do czterech lat okresu, w którym

będziemy mogli rozliczać się z projektów realizowanych z unijnego Funduszu

Spójności. Występujemy też o stosowanie kursu walutowego z końca 2004 roku,

a nie średniego z 2004 roku, na czym możemy zyskać dodatkowo kilka mld

Reklama
Reklama

euro."

Już początek tygodnia zwiastował, że osiągnięcie porozumienia będzie bardzo

trudne. Premier Wielkiej Brytanii Tony Blair wezwał w poniedziałek w Moskwie

do fundamentalnych zmian w budżecie UE oraz w unijnych wydatkach rolnych.

Oznaczało to przebudowanie budżetu i jego głównych priorytetów, co właściwie

Reklama
Reklama

na starcie stawiało sprawę jako przegraną. Blair, oświadczył, że nie może

być żadnej dyskusji na temat rabatu, czyli zwrotu części składki płaconej

przez Brytyjczyków do unijnej kasy, jeśli nie dojdzie do negocjacji na temat

całego systemu finansowania Unii. Bronił przywileju, wywalczonego przez

premier Margaret Thatcher w 1984 roku, by zrekompensować Brytyjczykom

stosunkowo niewielkie wpływy ze wspólnych funduszy rolnych, których Francja

jest największym beneficjentem. Taka postawa szefa brytyjskiego rządu była

na rękę Francji, która nawet zdaniem własnej prasy z przegranego referendum

w sprawie konstytucji UE "wyszła osłabiona i robiła teraz wszystko, by nie

zostać jedyną czarną owcą Unii Europejskiej, ponoszącą odpowiedzialność za

fiasko konstytucji i kryzys wspólnoty" - pisał dziennik "Le Figaro".

Sytuację próbował ratować przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel

Barroso, który jeszcze przed szczytem proponował, żeby uzgodniony został

plan budżetowy UE na lata 2007-2013 z zastrzeżeniem, że w 2008 roku można by

go zrewidować. Wyjaśnił, że "siedmioletni plan budżetowy obejmuje bardzo

długi okres i nie sposób dziś przesądzić, czy Unia nie będzie potrzebowała

więcej pieniędzy, aby sprostać nowym wyzwaniom."

Dzień przed szczytem Luksemburg przedstawił kolejną propozycję kompromisu,

której elementami było m.in. zamrożenie rabaszerzenia UE w 2004 r., tj. 4,6 mld

euro. W dokumencie nie było mowy o stopniowej redukcji rabatu, co

proponowano wcześniej. Według propozycji, wszelkie zmiany w brytyjskim

rabacie po 2013 roku powinny być powiązane z reformą unijnych wydatków na

rolnictwo, których obniżenia domaga się Londyn. Komisja Europejska miałaby

zaproponować w 2011 roku reformę finansowania Unii przez państwa

członkowskie.

Warto pamiętać o jednym. Z naszego punktu widzenia najważniejsze było

dogadanie się w czasie szczytu. Brak kompromisu stawiał nas w trudniejszej

sytuacji, gdyż opierałby nasze dochody na rokroczne ustalanych budżetach na

podstawie tego, co już dawno uzgodniono na rok 2006. "Jeżeli będzie się

brało pod uwagę poziom z 2006 roku, to Polska w najlepszym przypadku miałaby

dwa razy mniej środków niż po przyjęciu perspektywy (planu) budżetowej" -

powiedziała nasz komisarz R. Heubner. Utrzymanie struktury budżetu z 2006

roku "faworyzowałoby stare państwa Unii, które teraz mają duży udział w

budżecie, a nie byłoby korzystne dla nowych państw, w tym Polski, które

teraz dochodzą dopiero do pełnych korzyści" - podkreśliła.

Wiele godzin negocjacji niestety nie doprowadziło do kompromisu. Spór o

brytyjski rabat i o dotacje dla rolników, a także żądania Holendrów

uniemożliwiły osiągnięcia porozumienia i przyjęcia planu budżetowego dla

Unii na lata 2007-2013. Oficjalnie nikt nie powiedział na głos, kto jest

temu winy, ale z poszczególnych wypowiedzi wiadomo, że za klęskę winą

obarcza się Brytyjczyków. Po 14 godzinach targów premier Wielkiej Brytanii

Tony Blair ostatecznie odrzucił ostatni luksemburski projekt porozumienia

przewidujący zamrożenie upustu brytyjskiej składki na poziomie 5,5 mld euro

rocznie do 2013 roku. "Według ekspertów, bez takiej decyzji Brytyjczycy

mogliby odzyskiwać rokrocznie coraz więcej aż do ponad 8 mld w 2013 roku."

(PAP) Blair powtarzał swoją śpiewkę i zapewniał, że jest skłonny pójść na

ustępstwa, ale pod warunkiem, że "partnerzy zobowiążą się w bliskiej

przyszłości do reformy wspólnej polityki rolnej prowadzącej do redukcji

unijnych wydatków na rolnictwo." Reformy polityki rolnej przed 2014 rokiem

nie akceptował za to prezydent Francji Jacques Chirac, który wcześniej

wywalczył zamrożenie wydatków rolnych do 2013 roku. Ostatecznie zgodził się,

by z ustalonej w 2002 roku puli wydatków rolnych finansować od 2007 roku

także dotacje dla rolnictwa Bułgarii i Rumunii. Nic to jednak nie pomogło.

"Europa nie znajduje się w kryzysie. Europa znajduje się dziś w głębokim

kryzysie" - powiedział Juncker na końcowej konferencji prasowej. W

superlatywach wypowiadał się za to o postawie przedstawicieli nowych

członków unii. Zaoferowali oni ograniczenie swoich dochodów z budżetu UE.

Podobnego zdania był przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Barroso. Jego

zdaniem, "Unia będzie mogła wyjść z kryzysu, w którym się znalazła, dzięki

entuzjazmowi nowych krajów członkowskich". Ten "entuzjazm" nie jest

oczywiście bezinteresowny. Zdaniem Barroso w najbliższych miesiącach uda się

osiągnąć porozumienia budżetowego, co dla nas jest złą wiadomością. Trudno

oczekiwać by miało ono miejsce, gdy szefostwo unii przejmuje Wielka

Brytania.

W tym tygodniu poznaliśmy też założenia do budżetu na 2006 rok przygotowane

przez Ministerstwo Finansów. Najważniejsze wartości dotyczące deficytu

budżetowego mamy podane w przedziałach, co utrudnia ustosunkowanie się do

nich. Według resortu finansów, wzrost gospodarczy w przyszłym roku będzie na

poziomie 4 proc., a inflacja średnioroczna wyniesie 1,5 proc. Szef

ministerstwa zastrzega: "To, co przedstawiamy w założeniach na 2006 rok,becnie resort ocenia, że PKB osiągnie w tym roku 3,7 proc.,

a inflacja będzie na poziomie 2,1 proc. Gronicki zaznaczył, że mimo

niższego, niż zakładano, wzrostu gospodarczego i inflacji, "budżet ma się

dobrze". Oczekiwane dochody budżetu mogą być wyższe o mniej więcej 1,5 mld

zł, co może oznaczać, że deficyt budżetowy może być niższy o mniej więcej 2

mld zł. Deficyt na 2006 r. został określony w przedziale 28-34 mld zł, tj.

2,8-3,4 proc. PKB. "Gronicki zapowiedział także, że w przyszłym roku zostaną

wypłacone wyższe emerytury i renty z tytułu waloryzacji, co będzie

kosztowało budżet 6 mld zł. Według resortu finansów, w 2006 roku nastąpi

wzrost zatrudnienia w całej gospodarce narodowej. Na koniec przyszłego roku

liczba bezrobotnych może zmniejszyć się o mniej więcej 2,7 mln osób i stopa

bezrobocia wyniesie 17 proc. Ministerstwo Finansów oczekuje, że

średnioroczny kurs złotego do euro w tym roku wyniesie 4,15 zł, zaś do

dolara 3,2 zł. W 2006 roku nastąpi nieznaczne umocnienie złotego połączone z

umocnieniem dolara wobec euro, a kursy złotego do tych walut ukształtują się

odpowiednio na poziomie 4,07 zł i 3,16 zł. " (PAP)

Mamy też za sobą kolejne rozczarowanie osiągnięciami naszej gospodarki.

Poznaliśmy dynamikę produkcji przemysłowej. Oczekiwano wzrostu, a miał być

on wynikiem zmniejszenia się efektu bazy. Analitycy powszechnie oczekiwali

wzrostu produkcji, a ich prognozy wahały się od 1,5 proc. do 6,0 proc. w

przy średniej na poziomie 2,8 proc. Warto przypomnieć, że w kwietniu

produkcja przemysłowa spadła o 0,3 proc. w ujęciu miesięcznym i spadła o 1,0

proc. w porównaniu do kwietnia 2004 r. Na większy wzrost produkcji w maju

jednak nie można było liczyć z powodu mniej korzystnego układu dwóch długich

weekendów w tym roku. W ubiegłym roku był tylko jeden. GUS podał, że

faktycznie w maju w ujęciu rocznym produkcja przemysłowa wzrosła jedynie o

0,9 proc. To spore rozczarowanie. Mamy zatem kolejny sygnał spowolnienia.

Tym samym jest to kolejny sygnał możliwego złagodzenia polityki pieniężnej.

Zresztą jeszcze przed tą publikacją cięcie o 25 pkt bazowych było bardzo

prawdopodobne.

"Mamy też nikłą dynamikę inwestycji i popyt krajowy realnie będzie rósł w

bardzo niewielkim stopniu, lub będzie stagnacja" - zawyrokował członek RPP

Mirosław Pietrewicz. "Przy nikłej dynamice spożycia wewnętrznego,

niewielkiej dynamice nominalnej, a realnym spadku wynagrodzeń, nie widać

czynnika, który mógłby pozytywnie zdynamizować inwestycje". "Dynamika

inwestycji może być wyraźnie niższa niż spodziewana, czyli znacznie poniżej

10%, co może oznaczać, że inwestycje nie zastąpią eksportu w ciągnięciu

wzrostu gospodarki". Jego zdaniem redukcje stóp procentowych w 2005 roku nie

powinny przekroczyć łącznie 1,5 pkt proc., czyli jest jeszcze przestrzeń do

obniżki o 0,5 pkt. Pozostaje kwestia "kiedy". Jeszcze przed poznaniem danych

o dynamice produkcji był on zdania, że przed dalszymi cięciami lepiej byłoby

zmienić nastawienie w polityce pieniężnej ze względu na komunikację z

rynkami. Ta troska o komunikację zniknęła w piątek. "Rada Polityki

Pieniężnej nie powinna dłużej zwlekać z obniżką stóp procentowych, tym

bardziej, że dane o produkcji odzwierciedlają słabnącą dynamikę wzrostu".

Rozpatrując te wypowiedzi trzeba oczywiście pamiętać, że mamy tu do

czynienia z gołąbkiem. Patrząc jednak w miarę trzeźwo, po takich danych

raczej nie można liczyć jedynie na zmianę nastawienia. Tym samym ponownie

aspekt komunikacji rady z rynkiem pójdzie na drugi plan. Na szczęście rynek

już do tego przywykł i na dobre relacje raczej nie liczy.

Do omówienia pozostało jeszcze kilka ciekawych tematów, jak choćby

ostrzeżen

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama