Żeby osiągnąć wierzchołek zbudowany w lutym, WIG20 potrzebuje około 5-proc. wzrostu. Ze spółek, które do piątku wchodziły w skład indeksu, lepiej w tej statystyce wypada 12 przedsiębiorstw, z których 9 notowanych jest wyżej niż na zamknięciu sesji 25 lutego. Jednak też 8 firm ma do pokonania większy od indeksu dystans. Na przykład, żeby tak samo jak 25 lutego wyceniane były walory Prokomu, ich kurs zyskać musi ponad 50%. Przeszło 30-proc. dystans mają do pokonania akcje ComputerLandu i Kęt. Spółki te zaliczane są do cyklicznych, czyli takich, których wyniki finansowe uzależnione są od tempa wzrostu gospodarczego. Nie jest naturalne, że spółki wypadają tak słabo w czasie, kiedy rynek szykuje się do bicia rekordów hossy. To ostrzeżenie, iż trend wzrostowy nie ma mocnego poparcia w fundamentach i tym samym jest podatny na odwrócenie.
Banki przede wszystkim
Kluczem do trendu na GPW są banki, które mają największy wpływ na WIG20. W tym sektorze dominującym tematem jeszcze przez dłuższy czas pozostanie możliwe połączenie BPH z Pekao. Tylko czy ten motyw wystarczy, żeby pchać notowania coraz wyżej? O ile BPH regularnie bije rekordy hossy, o tyle nastawienie inwestorów do Pekao jest bardzo zmienne. Zeszłotygodniowe podejście do rekordowych 150 zł zakończyło się niepowodzeniem. W trakcie sesji czwartkowej notowania spadły o 3,5%, co sprawiło, że na wykresie pojawiła się największa, od prawie trzech miesiący, czarna świeca.
Te zmienne nastroje znajdują odzwierciedlenie w wykresie indeksu WIG Banki. Po przekroczeniu marcowego szczytu i wybiciu z krótkoterminowej konsolidacji, hossa nie rozwija się tak jak powinna. Ponowny spadek wykresu poniżej marcowego wierzchołka (37 492 pkt), zwiększy nerwowość w sektorze i zmusi inwestorów do uważniejszego przyjrzenia się zajętym pozycjom.
Duży wpływ na wyniki finansowe banków mają notowania obligacji. Trwająca na tym rynku hossa korzystnie wpłynie na rezultaty za II kwartał i jest to kolejny czynnik, który zwiększa popyt na ich akcje. Jednak i tutaj widać na horyzoncie pewne czynniki ryzyka, związane przede wszystkim z zachowaniem najważniejszych światowych rynków długu. Na przełomie maja i czerwca indeks rentowności 10-letnich amerykańskich papierów spadł poniżej 4%, po raz pierwszy od kwietnia 2004 roku. Ale pobyt na tak niskim poziomie był krótkotrwały. Błyskawiczny zwrot doprowadził do przełamania spadkowej linii trendu, co zapowiada, zakładając utrzymanie długoterminowej tendencji horyzontalnej, wzrost dochodowości nawet do 4,6%. Z najniższego poziomu w historii rosnąć zaczęła także rentowność 10-letnich niemieckich papierów. Tutaj jednak zmiana trendu, przynajmniej z punktu widzenia analizy technicznej, jest na razie mocno wątpliwa.