Euro staniało w tym roku w stosunku do dolara o 10,5% przede wszystkim w wyniku obaw o pogorszenie koniunktury gospodarczej w eurolandzie i coraz większych nacisków na EBC, by obniżył stopy. Szwedzki Riksbank zredukował wczoraj podstawową stopę w tym kraju do rekordowo niskiego poziomu 1,5%. Skala obniżki o pół punktu procentowego zaskoczyła większość analityków, którzy, jeśli zakładali redukcję, to o 0,25 pkt proc. Bank centralny Szwecji uzasadnił taką decyzję tym, że tempo wzrostu gospodarczego w strefie euro i w Szwecji spadło bardziej niż przewidywano na początku roku. Bank obniżył przy okazji prognozę tegorocznego wzrostu szwedzkiego PKB do 1,9% z 3,2%. W oświadczeniu uzasadniającym redukcję napisano też, że stopa inflacji w najbliższych dwóch latach będzie "wyraźnie niższa" od docelowego poziomu zakładanego przez Riksbank.

Kurs euro w stosunku do dolara spadł wczoraj po południu do 1,2082 USD z 1,2155 w poniedziałkowy wieczór w Nowym Jorku, czyli o ponad 0,5%. Rozmiary szwedzkiej redukcji stóp zaskoczyły uczestników rynku. Bez trudu dostrzegli oni analogię między tym, co zrobił Riksbank a tym, co może zrobić EBC. Prawdopodobieństwo obniżki stóp w strefie euro staje się coraz większe, a to osłabia kurs wspólnej waluty.

Różnica w rentowności amerykańskich i niemieckich dwuletnich obligacji rządowych wzrosła wczoraj do 165 pkt bazowych. Przemawia to na korzyść dolara, gdyż odzwierciedla oczekiwania uczestników rynku, że EBC w najbliższych miesiącach obniży stopy, a Fed nadal będzie je podnosił.

Oczekuje się, że teraz rynek ponownie będzie testował poziom 1,20 USD za euro. W ubiegłym tygodniu próby takie trwały trzy dni i nie powiodły się. Ale z każdym tygodniem przybywa argumentów za osłabieniem euro. Takich jak np. kolejna obniżka prognozy wzrostu gospodarczego Francji czy poprawa nastrojów niemieckich inwestorów spowodowana wyłącznie nadziejami na zwiększenie eksportu właśnie dzięki osłabieniu euro.