Wczorajsza zwyżka sprawiła, że WIG20 spokojnie kontynuuje wzrostowy trend zapoczątkowany w połowie maja. Od tego czasu indeks zyskał już około 15%. Sytuacja rozwija się klasycznie: rynek pnie się, mając w tle głęboką niewiarę w kolejne, coraz wyższe notowania, którą dobrze obrazuje utrzymująca się od jakiegoś czasu 20-punktowa, ujemna baza na kontraktach, pod koniec sesji nieco zmniejszona. Oczywiście, nie wszystkie spółki drożeją. Wczoraj pałeczkę, od banków i PKN, przejęła TP. Czteroprocentowy momentami wzrost, poparty co najważniejsze wreszcie sensownymi obrotami, daje nadzieję, że inwestorzy łaskawszym okiem będą spoglądać na walory naszego krajowego operatora. Być może ma to związek z pojawiającymi się opiniami zachodnich analityków, wskazujących na niską wycenę telekomów na całym świecie (najniższą od 9 lat) i prognozujących zmianę nastawienia graczy do tego segmentu rynku.
Nieobojętny dla inwestorów na GPW jest też fakt oczekiwania na obniżkę stóp procentowych na przyszłotygodniowym posiedzeniu RPP. Również prognozy przyspieszenia wzrostu gospodarczego w Polsce w II kwartale (do około 3%) nie powinny odstraszać kapitału od naszego rynku. Będzie tak dopóty, dopóki góry nad wszystkim nie weźmie kampania wyborcza. Innymi czynnikami ryzyka są wspomniane już galopujące ceny ropy. Jeśli sytuacja się utrzyma, mogą niedługo stać się przyczyną znaczących problemów w gospodarce światowej, co niewątpliwie odczują posiadacze akcji. Klęska eurokonstytucji, nieuchwalenie unijnego budżetu czy słabo skrywana przez niektórych polityków niechęć do euro, poszukujących we wspólnej walucie "chłopca do bicia", też są czynnikami ryzyka, choć w dłuższej perspektywie to brytyjski model Europy daje większe nadzieje na rozwój Starego Kontynentu, niż francuski etatyzm i osłony socjalne.
Zwróć uwagę na:
Lotos - wysoka cena ropy i możliwość nadrobienia straconego dystansu do PKN w końcu zwrócą uwagę inwestorów na ten papier.