Na rynkach zagranicznych trwa wzrost. Nieprzerwanie od kilku tygodni zwyżkują zarówno indeksy amerykańskie, jak i europejskie. Korekta, zapowiadana jeszcze w ubiegłym miesiącu, niespodziewanie przerodziła się w silny ruch wzrostowy, który wprowadził nieco zamieszania na wykresach. Teraz bowiem sytuacja z punktu widzenia analizy technicznej nie jest do końca jasna.

W drugiej połowie kwietnia S&P 500 ustanowił lokalne minimum w okolicy 1135 punktów. Od tego czasu indeks silnie zwyżkuje w kierunku szczytu z początku marca na poziomie 1229 punktów. Cały ten ruch trudno jednoznacznie zakwalifikować. Z jednej strony jego siła może wskazywać na powrót trendu wzrostowego, z drugiej zaś strony układ długoterminowych oscylatorów nadal sugeruje kontynuację spadków. Wydaje się, że w takiej sytuacji najbezpieczniej będzie przeczekać okres niepewności poza rynkiem. Szczególnie że sytuacja może się wyjaśnić już niedługo. Biorąc pod uwagę krótkoterminowe wykupienie rynku, w ciągu najbliższych sesji powinna rozpocząć się korekta. Jej zakończenie przyniesie odpowiedź na pytanie o dalszy rozwój wypadków. Jeśli S&P 500 na nowo podejmie wzrost, będzie można mówić o powrocie trendu zwyżkowego. W przypadku jednak, gdyby zwyciężyła podaż i indeks pozostałby poniżej ostatniego szczytu, to kolejne tygodnie upłyną pod znakiem spadków.

Bardzo podobnie przedstawia się sytuacja na rynkach środkowoeuropejskich. Choć tu wzrost trwa nieco krócej niż na giełdach za oceanem, to jednak ich skala jest zbliżona. Najsilniejszy wzrost zanotował BUX, który w ciągu ostatnich tygodni dotarł do szczytu z początku marca. PX50 i WIG wciąż nieco brakuje do analogicznych poziomów, ale i tak siła ruchu jest na tyle duża, by zastanowić się, czy mamy do czynienia jeszcze z korektą, czy już z powrotem trendu. I w tym przypadku, moim zdaniem, również najlepszym rozwiązaniem będzie spokojnie przeczekać okres niepewności. Choć boleć może utrata potencjalnych zysków, to jednak uważam, że należy poczekać na korektę, która pozwoliłaby bezpiecznie zająć pozycję.