Halina Dmochowska, wiceprezes GUS, rozpoczynając konferencję poświęconą danym o gospodarce w maju, zapowiedziała, że ma garść dobrych informacji. Rzeczywiście, spora część wskaźników się poprawiła. Jednym z nich był dalszy spadek bezrobocia. Zarejestrowani bezrobotni stanowili na koniec maja 18,3% ludności zawodowo czynnej, czyli o 0,5 pkt proc. mniej niż w kwietniu. Wzrosło także zatrudnienie - w sektorze przedsiębiorstw pracowało w maju ponad 4,75 mln osób, o 1,6% więcej niż przed rokiem.
Na dodatek w maju coś wreszcie drgnęło w płacach. - Po 8 miesiącach spadku płace realne w maju wzrosły - powiedziała H. Dmochowska. Płace w ubiegłym miesiącu były o 3% wyższe niż przed rokiem (w maju 2004 ten wzrost wyniósł 4,4%). Siła nabywcza przeciętnego wynagrodzenia zwiększyła się o 0,6% w stosunku do maja ub.r. (kiedy wzrost wyniósł 1,2%). Co ciekawe - w maju po raz kolejny zwiększył się rozziew pomiędzy płacami w sektorze państwowym i prywatnym. Średnia płaca w sektorze publicznym wyniosła 2 724,09 zł, podczas gdy w sektorze prywatnym było to 2 331,37 zł.
Jednak, zdaniem H. Dmochowskiej, wzrost płac realnych to w dużej mierze zasługa niższej inflacji. Przypomnijmy, że dynamika cen w ubiegłym miesiącu spadła do 2,5% w stosunku do maja 2004 (wobec kwietnia ceny były wyższe o 0,3%).
Połączenie tych czynników - wzrostu zatrudnienia i płac, oraz niższej inflacji - doprowadziło do zwiększenia się sprzedaży detalicznej. Jej wzrost wyniósł w maju 8%, licząc nominalnie (5,5% w cenach stałych). To nieco więcej niż wynikało z prognoz ankietowanych przez PARKIET analityków bankowych. Ich prognozy mówiły średnio o 7,4-proc. wzrośnie sprzedaży detalicznej.
- To pierwszy wzrost sprzedaży detalicznej od czterech miesięcy - powiedziała H. Dmochowska. - Jednak sprzedaż ta w okresie styczeń-maj jest nadal niższa niż w analogicznym okresie roku ubiegłego.