Dynamika i styl środowego wzrostu budziły spore wątpliwości co do możliwości kontynuowania wzrostów i atakowania oporów na szczytach z przełomu lutego i marca. Wczorajsza sesja tylko to potwierdza. Indeks praktycznie od samego otwarcia do ostatniej godziny notowań osuwał się na nowe sesyjne minima, zamykając lukę hossy już w pierwszej godzinie notowań. Trzygodzinna popołudniowa konsolidacja wprawdzie trochę uspokoiła nastroje i pokazała brak agresywnej podaży, ale niesmak po takim zachowaniu rynku pozostał.

Wystarczyło też spojrzeć na zachowanie TP. Gdyby rynek był dalej silny, to impuls wzrostowy, jaki dawał bardzo mocny wzrost tej kluczowej spółki, powinien przełożyć się na szerszy rynek. W środę tylko połowa spółek była "aktywna" przy rosnącym rynku i już to budziło niepokój, a wczoraj na otwarcie notowań aktywność dużych inwestorów ograniczyła się już tylko do TP. Im mniej spółek bierze udział we wzroście, tym łatwiej go odwrócić.

Zresztą struktura obrotów całą sesję pokazywała słabość byków. Wprawdzie daleko nam do środowej ogromnej aktywności (728 mln WIG20), ale już spadkowe momenty sesji są zdecydowanie porównywalne. Inwestorzy byli bardzo aktywni zarówno właśnie w pierwszych dwóch godzinach osuwania, jak i w momencie wybicia dołem z konsolidacji (zaniżającej obroty na całej sesji). Przy takim, nieco głębszym spojrzeniu na strukturę obrotów absolutnie nie można powiedzieć, że czwartkowy spadek był tylko korekcyjny. Oczywiście -0,6% na WIG20 dramatem nie jest, ale jeśli zestawić to z kłopotami, jakie WIG i BUX mają w pokonaniu szczytów hossy, to trzeba mocnego impulsu, by rynek ruszył dalej do góry. Taki może przyjść dopiero z posiedzenia RPP, a do tego czasu próby kontynuacji trendu wzrostowego będą się bardzo szybko kończyć niepowodzeniem.