Kto z nas lubi polityków i ich "gierki"? Mimo że zawsze oglądamy i słuchamy wiadomości, to z reguły nie przywiązujemy tak naprawdę uwagi do ich wypowiedzi. Mój znajomy nieraz mówi, że i słusznie, bo wszyscy są tacy sami - ci z lewej i ci z prawej. Pozostawanie niejako z boku może być dobrym rozwiązaniem dla przeciętnego Kowalskiego, gdyż wydarzenia polityczne w zasadzie nie mają bezpośredniego wpływu na jego życie. Zupełnie inną sytuację będziemy mieć wtedy, kiedy będzie to Iksiński z walizką ciężko uciułanych przez siebie pieniędzy, które postanowił "cudownie pomnożyć" na rynku finansowym. Jest to o tyle istotne, gdyż taka właśnie niebezpieczna ignorancja zaczyna ostatnio dominować. Co gorsza, nie tylko wśród małych inwestorów. O czym mowa? Trudno nie zgadnąć, że o zbliżających się jesiennych wyborach.

Od dłuższego czasu rynki zakładały w zasadzie jedno rozwiązanie. Niewiele zmieniające się sondaże społeczne dla Platformy Obywatelskiej, które dawały temu ugrupowaniu bardzo dobry układ w przyszłym Sejmie. Sprawiało to, iż tak naprawdę polityka zeszła na dalszy plan. Podczas ostatnich tygodni doszło jednak do przetasowań. Pozycję lidera zajęło Prawo i Sprawiedliwość, które nie kryje swojego sceptycyzmu co do niektórych, choć ważnych dla rynku, spraw. Mowa tutaj o perspektywie szybkiego wprowadzenia europejskiej waluty, czy funkcjonowaniu Rady Polityki Pieniężnej. Bije z nich zbytni radykalizm, co część analityków odbiera jako chwyt wyborczy mający za zadanie zbicie dodatkowego kapitału politycznego. Podejście takie może okazać się jednak nieco ryzykowne, gdyż z reguły ten, kto wygrywa, rozdaje karty, a nie odwrotnie. Uproszczona klasyfikacja, z której korzystają zwłaszcza zagraniczni analitycy, może się zatem okazać niebezpieczna w kontekście rynkowych prognoz na najbliższe miesiące.

Ostatnio coraz częściej spotyka się pojęcie "italianizacji" gospodarki, co ma oznaczać jej uniezależnienie się od polityki. Ostatnie lata pokazały, że tak istotnie się dzieje, choć nie do końca. Biznes raczej nie antycypuje nieoczekiwanych decyzji polityków, podobnie jak rynki. Mimo że zwolennicy efektywności twierdzą, że wszystkie czynniki są odzwierciedlone w bieżącym poziomie cen, to jednak teoria ta tak naprawdę nie znajduje zastosowania. Inwestorzy będą zawsze zaskakiwani czymś nowym i nieoczekiwanym, co tym samym będzie mieć wpływ na stan ich portfeli. Głównym założeniem ich działania powinno być niewyeliminowanie ryzyka, tylko jego minimalizacja. Aby tego dokonać warto zawczasu rozważyć różne scenariusze. Także ten zakładający, że ryzyko polityczne pojawi się nie przed jesiennymi wyborami, ale później. W momencie, kiedy dojdzie do tworzenia wspólnego rządu.

Autor to główny analityk

Palladia Capital Markets