Tylko zmniejszenie popytu może przerwać rosnącą tendencję cen ropy naftowej. Po stronie wydobycia i przerobu tego surowca nie ma już prawie żadnych rezerw. Mszczą się dziesięciolecia zaniedbań inwestycyjnych. W Rosji, gdzie złoża wciąż są bogate, brakuje rurociągów. W Stanach Zjednoczonych rafinerie mają na ogół po 30, 40 lat i nie ma miesiąca bez dużej awarii w którejś z nich.
Samej ropy na świecie nie brakuje. Jej ceny winduje olbrzymi popyt na wszelkie destylaty, a przede wszystkim obawa, że w szczycie transportowym, w lecie może zabraknąć benzyny, a w sezonie grzewczym, w zimie na półkuli północnej nie wystarczy oleju opałowego. W rezultacie w ciągu roku ropa zdrożała o 58%.
W cotygodniowej ankiecie przeprowadzanej przez agencję Bloomberga 24 z 50 poddanych badaniu analityków (48%) spodziewa się wzrostu cen ropy w najbliższym tygodniu. 16 analityków (32%) uważa że ropa stanieje, 10 oczekuje niewielkich zmian ceny (20%).
Tylko w ciągu minionego miesiąca ropa zdrożała prawie o 20% w wyniku obaw, że amerykańskie rafinerie nie zdołają zaspokoić letniego popytu na benzynę i zgromadzić wystarczającej ilości oleju opałowego na zimę. Stany Zjednoczone zużywają ok. 10% światowej produkcji benzyny. Wszelkie poczynania zmierzające do ograniczenia popytu muszą potrwać, a rynek nie jest przygotowany na takie oczekiwanie. Dlatego ceny ropy są teraz ponad dwukrotnie wyższe niż przed- dwoma laty. Pod koniec czerwca 2003 r. za baryłkę ropy płacono na nowojorskiej giełdzie 28,78 USD.
Amerykanie zawsze zużywali najwięcej ropy na świecie, a teraz i w tej dziedzinie zaczynają im deptać po piętach Chińczycy. W pierwszych pięciu miesiącach br. import ropy do Chin wzrósł o 5,1%, do 52,3 mln ton. Produkcja przemysłowa w maju zwiększyła się tam aż o 17%, bardziej niż prognozowano. I dopóki tamtejsza gospodarka będzie się rozwijała w tak zawrotnym tempie, będzie to windowało ceny ropy.