Nie koniec rekordów na rynku ropy naftowej. Wczoraj w Nowym Jorku za baryłkę płacono już 60,64 USD, o 80 centów więcej niż w piątek i najwięcej od czasu uruchomienia tam w 1983 r. handlu kontraktami na surowiec. Inwestorów zaniepokoiły deklaracje nowego prezydenta Iranu, nacjonalisty Mahmuda Ahmadineżada, który zapowiedział, że będzie faworyzował krajowe spółki przy eksploatacji lokalnych złóż. Uzasadnione są więc obawy, że w kraju, który w ramach organizacji OPEC jest na drugim miejscu pod względem wydobycia, zagraniczni inwestorzy z branży będą raczej niemile widziani i o zwiększanie tamtejszego wydobycia będzie niezmiernie trudno.

Nowe rekordy cen ropy naftowej to ostatnio bez wątpienia najważniejsze wydarzenie z surowcowo-towarowego rynku. Niemniej jednak, mimo że przez ostatni tydzień notowania ropy wzrosły o 2,3%, to nie przełożyły się na równie silną zwyżkę w innych jego segmentach. Obejmujący kontakty na 19 najważniejszych surowców z amerykańskich giełd indeks CRB Futures zwyżkował w zeszłym tygodniu tylko o 0,4%. Co więcej, mimo że ropa drożała, w dół poszły notowania gazu ziemnego (o 4%) i oleju opałowego (o 0,1%), co sprawiło, że indeks nośników energii (CRB Energy), co prawda symbolicznie, ale spadł.

Po zeszłotygodniowej umiarkowanej zwyżce indeks CRB Futures już tylko 10 pkt dzieli od notowań najwyższych od 24 lat, obserwowanych w połowie marca. Wczoraj wskaźnik poruszał się w okolicach 313 pkt, marcowe maksimum to zaś 322,42 pkt.