Według badań przeprowadzonych w tym roku przez American Management Association oraz firmę konsultingową The ePolicy Institute, aż 55% spółek przechowuje i przegląda pocztę elektroniczną zatrudnionych. W 2001 roku odsetek ten wynosił zaledwie 47%. Co czwarta firma zwolniła przynajmniej jednego pracownika z powodu nadużywania e-mailu. Wiele firm blokuje także możliwość bezpośredniego komunikowania się przez internet (instant messaging) oraz dostęp do osobistych adresów internetowych, znajdujących się poza serwerem spółki.
Podobne wyniki przyniosły także badania przeprowadzone przez Proofpoint, firmę zajmującą się bezpieczeństwem poczty elektronicznej. Aż 60% spółek, w których pracuje więcej niż 1000 osób, zatrudnia lub zamierza zatrudnić w przyszłości ludzi czytających i kontrolujących e-maile wychodzące z firmy. Spółki obawiają się nie tylko o wydajność pracy, ale przede wszystkim próbują chronić się przed wyciekiem tajemnic handlowych. W tym celu wielu kluczowych pracowników sprawdzanych jest od podszewki. Kontroluje się ich rozmowy telefoniczne, liczbę wyjść i wejść do budynków, w których pracują, oraz pocztę elektroniczną. Sprawdza się też, jakie strony odwiedzają w internecie.
Inną przyczyną zwiększenia kontroli jest obawa przed skutkami prawnymi rozsyłanych e-maili. W przypadku dochodzeń prokuratorskich oraz władz regulacyjnych, poczta elektroniczna jest pierwszą rzeczą, jaka obejmowana jest nakazem sądowym i wykorzystywana jako dowód w sprawie.
Kontrola poczty elektronicznej ma jednak poważne skutki uboczne. Zatrudnianie dodatkowych pracowników zwiększa koszty prowadzenia biznesu. Czytanie e-maili jest czasochłonne i na dłuższą metę nieefektywne. Pojawiają się przy tym poważne problemy związane z prawem do prywatności. Wielu pracowników może czuć się zastraszonych atmosferą całkowitej kontroli, co może się odbić negatywnie na wydajności pracy. Dlatego wielu pracodawców woli pozostawić pracownikom sporą swobodę, blokując jedynie dostęp do pornografii.
(Nowy Jork)