Przebieg wczorajszej sesji dosyć dobrze wpisał się w znany inwestorom schemat. Po kilku bardzo dobrych sesjach mieliśmy do czynienia z silnym otwarciem, po którym indeks największych spółek zyskiwał prawie 1%. Motorami wzrostów były oczywiście "najmodniejsze" spółki w ostatnim czasie z PKN i TP na czele. Po godzinnej stabilizacji na relatywnie wysokim poziomie inwestorom puściły nerwy i przez kolejne godziny kurs indeksu WIG20 systematycznie tracił na wartości, odnajdując równowagę na poziomie około 2075 pkt. Czynnikiem wywołującym ten spadek były przede wszystkim zniżki na głównych giełdach europejskich. Ostatnie godziny notowań upłynęły pod znakiem stabilizacji, a pojawiające się próby wyciągnięcia kursu na wyższe poziomy były wykorzystywane przez stronę podażową. Końcówka sesji należała już zdecydowanie do niedźwiedzi - po słabym otwarciu notowań w USA indeks największych spółek zapikował, kończąc dzień prawie 1-proc. spadkiem.

Na pierwszy rzut oka obraz techniczny indeksu WIG20 wygląda pozytywnie - od kilku tygodni wykres kursu znajduje się w silnym trendzie wzrostowym. Dokonując głębszej analizy okazuje się, że rynek jest silnie wykupiony, a wskaźniki techniczne już od kilku sesji ostrzegają przed wystąpieniem korekty spadkowej. Wskaźniki swoje, a rynek swoje - rozpędzony na fali pozytywnych nastrojów na giełdach zagranicznych w ciągu ostatnich tygodni odrobił większość strat poniesionych w trakcie wiosennych spadków. W obecnych okolicznościach najbliższy opór wyznacza właśnie szczyt z lutego na wysokości około 2120 pkt. Przełamanie tej bariery teoretycznie otwiera drogę do poziomu historycznego maksimum. Najbliższe wsparcie wyznacza średnia krocząca SK-15 na wysokości około 2040 pkt - warto podkreślić, że średnia ta stanowiła barierę popytową podczas ostatniej korekty. Gdyby się jednak okazało, że ewentualna korekta jest silniejsza i zostanie przełamany ostatni lokalny dołek, wówczas należy się liczyć z możliwością realizacji formacji podwójnego szczytu i spadkiem wartości indeksu nawet w okolicę 1960 pkt.