Reklama

CPI - tego boją się rynki

Wskaźnik cen produktów konsumpcyjnych (CPI - Consumer Price Index) to najpopularniejsza miara inflacji. Jest to równocześnie jeden z najważniejszych parametrów gospodarczych, na które zwracają uwagę rynki finansowe.

Publikacja: 08.07.2005 08:15

CPI mierzy przeciętną zmianę cen towarów i usług nabywanych przez gospodarstwa domowe. W celu jej pomiaru konstruuje się tzw. koszyk, w skład którego wchodzą produkty kupowane przez przeciętnego amerykańskiego konsumenta. W koszyku znajdują się różnorodne pozycje, począwszy od podstawowych artykułów żywnościowych, aż po usługi pogrzebowe - łącznie ponad 200 kategorii i 80 tys. pozycji. Publikujący CPI Departament Pracy (a konkretnie Biuro Statystyki Pracy - Bureau of Labor Statistics) gromadzi informacje o cenach w 87 ośrodkach miejskich, od ok. 50 tys. gospodarstw domowych i ok. 23 tys. firm sprzedających towary i usługi konsumpcyjne. We wszystkich 87 ośrodkach urząd zbiera co miesiąc tylko dane dotyczące paliw i kilku innych pozycji. Ceny większości innych produktów gromadzone są co miesiąc w trzech największych obszarach geograficznych, z tym że w każdym kolejnym miesiącu są to inne regiony.

Wskaźnik o dwóch obliczach

Urząd publikuje dwa rodzaje wskaźnika inflacji różniące się konstrukcją koszyka cen:

1. CPI dla konsumentów zamieszkujących miasta (urban consumers, CPI-U). Szacuje się, że grupa ta stanowi ok. 87% całej ludności USA. Kiedy mówi się ogólnie o CPI, to w domyśle chodzi zazwyczaj właśnie o ten wskaźnik ze względu na jego szeroki charakter.

2. CPI dla konsumentów pracujących na etacie i urzędników (urban wage earners and clerical workers, CPI-W). Jest to grupa stanowiąca ok. 32% ludności (w tym część konsumentów uwzględnionych w CPI-U). Obejmuje jedynie pracowników firm zatrudnionych na etacie oraz urzędników. W porównaniu z szerokim CPI-U, w skład tej grupy nie wchodzą np. menedżerowie, samozatrudnieni, pracujący na podstawie umów krótkoterminowych, bezrobotni czy wreszcie emeryci. W żadnej z tych dwóch grup nie ma ludności mieszkającej poza miastami, czyli np. farmerów. Koszyk CPI nie uwzględnia zatem w ogóle ok. 13% ludności USA.

Reklama
Reklama

Zazwyczaj miesięczne zmiany poziomu cen dla obydwu grup konsumentów nie różnią się zasadniczo. Przykładowo, w maju br. szeroki CPI-U wzrósł o 2,8% (w ujęciu rocznym), a CPI-W nieznacznie więcej - o 2,9%. Większe różnice (sięgające kilku dziesiątych procenta) notuje się w przypadku poszczególnych składników CPI - np. cen transportu.

Biuro publikuje CPI za dany miesiąc zazwyczaj w połowie następnego, o godz. 8.30 czasu wschodnioamerykańskiego (obecnie 14.30 naszego czasu). Dokładną datę publikacji można znaleźć na stronie internetowej: http://www.bls.gov/schedule.

W ostatnich 10 latach przeciętny poziom inflacji to 2,5%. W tym samym czasie maksymalny wzrost CPI wyniósł 3,8% (marzec 2000 r.). Utrzymanie inflacji poniżej 4% to spory sukces z uwagi na to, że jeszcze na początku lat 90. przekraczała ona 6%. Trudno w ogóle porównywać sytuację z drugą połową lat 70., kiedy to CPI rósł nawet w tempie bliskim 15% (głównie na skutek tzw. szoków naftowych - gwałtownej zwyżki cen ropy naftowej).

Rynki finansowe "nie lubią" dużych zmian poziomu cen. Z punktu widzenia rynku akcji najlepsza sytuacja to wzrost gospodarczy pozbawiony silnej presji inflacyjnej. Nadmierny wzrost cen - grożący przegrzaniem koniunktury - prowadzi do zaostrzenia polityki banku centralnego i podwyżki stóp procentowych. To prowadzi do spadku atrakcyjności akcji i wzrostu rentowności obligacji. Z drugiej strony, zbyt niska inflacja także nie jest postrzegana pozytywnie. Brak presji na wzrost cen może bowiem być oznaką słabej kondycji gospodarki i niechęci konsumentów do wydawania pieniędzy. Stąd już tylko krok do recesji, której może towarzyszyć nawet spadek cen (deflacja).

Inflacja bazowa

- lepsza miara

Reklama
Reklama

Z jednej strony, CPI daje pogląd o zmianach cen w gospodarce, a z drugiej - sam w pewien sposób na nie oddziałuje. Dzieje się tak m.in. z powodu indeksacji. Część płac, emerytury czy przedziały podatkowe są uzależnione właśnie od zmian CPI. Poza tym konsumenci - zgodnie ze swoimi oczekiwaniami inflacyjnymi - mogą wywierać presję na pracodawców w celu podwyżki płAnalitycy zwracają uwagę nie tylko na CPI, ale także na tzw. inflację bazową (core inflation). Wskaźnik ten nie uwzględnia wahań cen energii i żywności, które cechują się dużą zmiennością, a przez to utrudniają rozpoznanie długoterminowych trendów. Do skrajnych rozbieżności między oboma wskaźnikami inflacji doszło w okresie marzec 2002-marzec 2003 r. (patrz wykres). Wówczas CPI zanotował gwałtowną zwyżkę z 1,1% aż do 3%. Na tej tylko podstawie można było sądzić, że amerykańska gospodarka znajduje się pod silną presją inflacyjną. Wniosków tych nie potwierdzał jednak CPI bazowy. On bowiem spadł w tym samym czasie z 2,6% do 1,7%. Oba wskaźniki zaczęły iść w górę dopiero w kwietniu 2004 r. Także dopiero wtedy na rosnącą inflację zareagował amerykański bank centralny Fed, rozpoczynając serię podwyżek stóp procentowych.

Zarobić na inflacji

W ub.r. chicagowska giełda towarowa (Chicago Mercantile Exchange) wprowadziła do obrotu kontrakty terminowe (futures) na CPI. Dzięki nim spekulanci mają możliwość zarabiania na trafnych prognozach poziomu inflacji. Z drugiej strony, inni inwestorzy mogą wykorzystywać tego typu instrumenty do zabezpieczania się przed nieoczekiwanymi zmianami CPI (strategia hedgingowa).

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama