Wczorajszy "zjazd" notowań na skutek wydarzeń w Londynie robił wrażenie. Pytanie, czy ta nerwowa reakcja inwestorów oraz nagły skok zmienności sprowokują dalszą przecenę, czy może obraz rynku nie uległ zasadniczemu pogorszeniu? W końcu w drugiej połowie sesji panika minęła, a WIG20 zyskał aż 1,8% w stosunku do dziennego minimum (2014 pkt). Spójrzmy na sytuację z nieco dłuższej perspektywy niż tylko wczorajsze notowania. Niestety, wiele przemawia za tym, że to nie koniec spadków. Po pierwsze, WIG20 przebił linię średnioterminowego trendu wzrostowego, wychodzącą z majowego dołka. Byki mają coraz większe problemy z kontynuacją zwyżki. Ruch w dół to konsekwencja niedawnego odbicia od strefy kluczowego oporu, rozciągającej się pomiędzy szczytami z marca (2092,5 pkt) i lutego (2118,5 pkt). Bariera ta broni drogi do kontynuacji długoterminowej tendencji wzrostowej. Niezbyt optymistycznie przedstawiają się wskaźniki. Oscylator stochastyczny dał właśnie sygnał sprzedaży. Obawy budzą powstające negatywne dywergencje na wykresie MACD.
Jak silnej przeceny można się spodziewać? Na razie nie ma powodów, by prognozować całkowite załamanie trendu wzrostowego. Decydująca będzie obrona wsparcia na wysokości 2016 pkt. Jest to z jednej strony czerwcowy dołek, a z drugiej - szczyt z początku kwietnia. Wsparcie to już wczoraj dało w pewien sposób o sobie znać, stając się podstawą do odreagowania w drugiej części sesji.
Jest jeszcze jeden niekorzystny czynnik. Pierwsza połowa obecnego trendu wzrostowego WIG20 (czyli od połowy maja do pierwszego tygodnia czerwca) cechowała się zwyżkami większości spółek na szerokim rynku - nie tylko w gronie blue chips. Tymczasem od kilku tygodni wskaźnik A/D, obrazujący szerokość rynku, pozostaje w trendzie bocznym. W poprzednich kilkunastu miesiącach takie rozbieżności pomiędzy wzrostem WIG20 a słabością szerokiego rynku zapowiadały koniec średnioterminowej zwyżki indeksów.