Blady strach padł na światowe giełdy po czwartkowych informacjach z Londynu. Wiadomości o kolejnym świetnie zorganizowanym zamachu terrorystycznym całkowicie sparaliżowały wszystkie rynki (w dzień po euforii związanej z przyznaniem Londynowi igrzysk w 2012 roku).

U nas spadało prawie wszystko, co według mnie dobitnie pokazało, jak wysoki był poziom strachu krajowych inwestorów w okolicy szczytu z lutego. Fakt, że w takich sytuacjach wiele informacji stanowią niepotwierdzone plotki, a rynki poddają się ogromnym emocjom, nie może być pocieszeniem. Negatywny techniczny wydźwięk sesji pozostaje faktem. Krótka panika sprowadziła ceny kontraktów na indeks WIG20 do poziomu 1978 pkt, przy bazie wynoszącej minus 40 pkt. Abstrahując nieco od samej wielkości bazy, oddaje ona brak wiary inwestorów w możliwość szybkiego pokonania tegorocznego szczytu.

Zamknięcie czwartkowej sesji (2011 pkt) wypadło dokładnie w połowie wczorajszego zakresu wahań. Raz jeszcze okazało się, że chwile paniki są dobrym momentem do chociażby spekulacyjnych zakupów. W długim terminie taka wyprzedaż mogła być doskonałym momentem do akumulacji wybranych walorów. Zdawać by się mogło, że wczorajszym spadkiem kontrakty potwierdziły przełamanie krótkoterminowej (maj - czerwiec) linii trendu. Ponieważ jednak średnia krocząca z 15 sesji została przełamana na razie w niewielkim stopniu (na samym indeksie doszło jedynie do naruszenia średniej), z zajmowaniem krótkich pozycji wstrzymałbym się do jej jednoznacznego przebicia. Wolumen obrotu najwyższy w historii zdaje się potwierdzać, że mogliśmy mieć do czynienia ze "strząśnięciem". Na razie co czwartek mógł być, paradoksalnie, najlepszym dniem do zakupów. Szkoda tylko, że okazji tej towarzyszyły takie okoliczności.