Z rynkiem kapitałowym jestem związany właściwie od jego początków, czyli od 1991 r. w różnych konfiguracjach. Czy to pracując w KPWiG, czy w kancelarii prawnej, czy jak teraz w KDPW. Nie ukrywam, że się na tym znam. Nie jestem być może specjalistą od ubezpieczeń, ale jako prawnik radzę sobie z tą materią. Z pewnością gdyby zdecydowano, że PZU idzie na giełdę, mogę służyć wiedzą i doświadczeniem. Mam nadzieję, że to wreszcie, niezależnie od konfiguracji właścicielskich czy politycznych, nastąpi. Nie sądzę wprawdzie, aby była na to szansa jeszcze przed wyborami, bo gorączka polityczna nie sprzyja takim ofertom, ale mam nadzieję, że już na początku przyszłego roku taka decyzja mogłaby być podjęta. Gdyby się okazało, nie daj Boże, że z jakichś tam przyczyn proces upublicznienia PZU został odsunięty ad calendas Graecas, to nie będzie sensu, abym nadal pozostawał w radzie nadzorczej. Dla mnie posada nie jest ważna. Liczy się, czy mogę się do czegoś przydać.
Misja dość trudna, a korzyści niewielkie. Jak sądzę, to nie z powodu zarobków zdecydował się Pan na objęcie tej funkcji?Rzeczywiście. Z tego względu, że PZU jest spółką Skarbu Państwa, wynagrodzenie przewodniczącego rady jest raczej symboliczne. Ale człowiek jest stworzeniem aroganckim. Na pewno chciałbym się sprawdzić w robieniu czegoś dla mnie nowego i zarazem pożytecznego. Mam pewne doświadczenie w kwestii działania rady nadzorczej. Byłem też w zespole przygotowującym zasady corporate governance dla polskiego rynku kapitałowego. Uczestniczyłem w pisaniu tej części kodeksu, która dotyczy funkcjonowania rad nadzorczych. Myślę, że może się to przydać w tak "trudnej" spółce, jaką jest PZU.
Rola i pozycja przewodniczącego PZU jest dość specyficzna. Jego głos może być rozstrzygający...
Prawda. Obydwaj najwięksi akcjonariusze mają po cztery miejsca w radzie i gdyby doszło do głosowania bardzo kontrowersyjnych kwestii, dzielących tych udziałowców, mój głos byłby decydujący.
Co wtedy będzie Pan brać pod uwagę? Dobro spółki...
Pojęcie dobra spółki jest wieloznaczne. Bo składa się na nie dobro akcjonariuszy, kontrahentów, pracowników, a przy spółce takich rozmiarów także dobro gospodarki narodowej. Będę starać się to wyważyć. Z całą pewnością nie ma takiej możliwości i nigdy nie było, aby zmusić mnie do opowiedzenia się za czymś, co jest prawnie czy moralnie niewłaściwe.