Reklama

Bez wyraźnego kierunku

Drugi tydzień z rzędu na amerykańskich parkietach trwał pat. Kupujący nie są na tyle silni, by doprowadzić S&P 500 do tegorocznego maksimum, sprzedający nie są w stanie przełamać blisko trzymiesięcznej linii trendu rosnącego. Impuls do większego ruchu może dać rozpoczynający się sezon publikacji wyników za II kwartał.

Publikacja: 09.07.2005 08:40

Tradycyjnie jako pierwsza duża amerykańska spółka rezultaty finansowe podał największy producent aluminium na świecie - Alcoa. Zyski okazały się wyraźnie lepsze od oczekiwań. Na akcję przypadły 52 centy wobec 46 centów rok wcześniej i 47 centów oczekiwanych przez specjalistów. Tym samym przerwana została zła passa, trwająca od jesieni ubiegłego roku, kiedy z kwartału na kwartał spółka zarabiała coraz mniej. W ślad za tym w dół szedł kurs. Pod koniec września 2004 r. notowania sięgały blisko 34 USD, obecnie są 8 USD niższe. Tak wysokie zyski były w pewnym stopniu wynikiem jednorazowego zdarzenia (sprzedaży udziałów w norweskiej firmie), ale też większego zapotrzebowania na aluminium ze strony przemysłu lotniczego, motoryzacyjnego i budowlanego. Pomogły też ulgi podatkowe. To pozwoliło zneutralizować wyższe koszty i obciążenia związane z restrukturyzacją. Notowania spółki w pierwszej połowie piątkowej sesji szły w górę o 3%.

Co będzie w II połowie roku?

Zwyżka kursu w reakcji na pozytywne zaskoczenie wynikami to znak, że rynek znajduje się w dobrej kondycji. Równocześnie trzeba pamiętać, że notowania Alcoa od półtora roku znajdują się w trendzie malejącym - od szczytu z przełomu 2003 i 2004 r. spadły o około jedną trzecią. Z tego powodu zachowanie tych walorów nie jest najlepszym prognostykiem reakcji inwestorów podczas rozpoczynającego się okresu prezentacji osiągnięć za II kwartał. Wydaje się też prawdopodobne, że uwagę inwestorów w większym stopniu będą zaprzątać komentarze władz spółek dotyczące perspektyw na II półrocze niż wypracowane w II kwartale zyski.

Uczestnicy rynku będą chcieli się przede wszystkim dowiedzieć o oceny wpływu na wyniki pozostających na wysokim poziomie cen ropy naftowej, a przede wszystkim umocnienia dolara. Średnia roczna cena baryłki ropy podniosła się w II kwartale o dalsze blisko 5 USD, do niecałych 47 USD, a od końca 2004 r. wzrost wynosi już prawie 9 USD. Tempo zwyżki średniej ceny jest więc dość regularne. Natomiast w przypadku dolara pierwszy raz od ponad trzech lat roczna średnia przestała zniżkować, dając kolejny argument na rzecz nadejścia lepszych czasów dla tej waluty. Gdyby mocniejszy dolar miał przełożenie na zniżkę cen surowców, można byłoby mówić o ograniczeniu presji inflacyjnej z ich strony (szczególnie cen paliw).

A tak obciążenia z tym związane mogą się stopniowo przenosić do Europy. Tym samym dyskusja na temat obniżki stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny, która była jedną z przesłanek trwającej w ostatnich tygodniach hossy na rynku obligacji, może się okazać bezzasadna. To sprzyjałoby odwróceniu dotychczasowej tendencji.

Reklama
Reklama

S&P 500 szczyt ma za sobą?

Spadek S&P 500 z pierwszej części czwartkowej sesji sprowadził indeks poniżej kluczowego w tym momencie wsparcia. Wyznacza je prosta biegnąca po dołkach z kwietnia i maja. Poprawa nastrojów w drugiej połowie dnia pozwoliła na powrót powyżej niej. W związku z tym sygnał sprzedaży nie został wygenerowany.

Niemniej jednak sytuacja tego indeksu staje się coraz ciekawsza. Przed wyczerpywaniem się potencjału wzrostu zapoczątkowanego w połowie kwietnia kolejny raz trafnie przestrzegał wykres miesięcznej stopy zwrotu. Od półtora roku wyznaczaniu kolejnych górek i dołków towarzyszy osiągnięcie przez niego z grubsza poziomów +/-5%. Do 5% zbliżył się pod koniec maja i od tego czasu widać było trudności z kontynuacją ruchu w górę. W wyniku zniżki z drugiej połowy czerwca miesięczna stopa zwrotu spadła w okolice zera. Zgodnie z półtorarocznym rytmem zdarzeń na amerykańskim parkiecie można spodziewać się, że będzie nadal się obniżać w stronę minus 5%. Realizacja takiego scenariusza kazałaby się spodziewać przełamania przez S&P 500 prawie trzymiesięcznej linii trendu. To ostatecznie przekreślałoby szanse ataku na tegoroczny szczyt (przynajmniej w tym podejściu). W zamian można byłoby zacząć snuć rozważania dotyczące głębokości kolejnej fali spadkowej.Ostrzeżenie dla rynków wschodzących

Coraz bardziej niepokoi sytuacja na jednym z największych emerging markets. Brazylijska Bovespa jest już o krok od przełamania linii szyi siedmiomiesięcznej formacji głowy z ramionami. Czas kształtowania prawego ramienia nieco się wydłużył, ale nie wydaje się, by to przekreślało znaczenie tej figury. Uwiarygodnia ją obszerna negatywna dywergencja na tygodniowym MACD. Sam wskaźnik testuje właśnie poziom równowagi. Spadek poniżej niego byłby dodatkowym argumentem, przemawiającym za trwalszym pogorszeniem nastrojów.

Przełamanie przez Bovespę 24 tys. pkt nakazywałoby liczyć się z dość drastycznym spadkiem na tym parkiecie. Wnioskując z wysokości formacji sięgnąłby on 18-19 tys. pkt. To oznaczałoby zniżkę o mniej więcej jedną piątą z obecnego poziomu. Taka perspektywa byłaby złym prognostykiem dla innych wschodzących rynków. Słabość brazylijskiego parkietu jest tym bardziej zaskakująca, że kondycja kluczowych spółek powiązana jest z cenami surowców. Te nadal są wysokie. Pojawiają się natomiast pierwsze obawy o negatywny wpływ znaczącego umocnienia reala na gospodarkę. W relacji do dolara zyskał w tym roku 11%, a od maja 2004 r. ponad jedną czwartą.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama