We wczorajszym komentarzu przekonywałem, że wydarzenia w Londynie są tylko targowiskiem emocji i same nie wpłyną na postrzeganie rynków wschodzących przez zagraniczny kapitał, który przestraszony atakami miałby ograniczyć inwestycje w regionie. Po serii pytań spieszę wyjaśnić, że bagatelizowanie wpływu terrorystycznych incydentów nie oznacza wcale, że oczekuję dłuższej kontynuacji tak wyraźnego napływu zagranicznego kapitału na polski rynek. Jak już wcześniej deklarowałem, w okolicach połowy okresu żywotności "wyborczej" wrześniowej serii kontraktów, oczekiwałbym ustania wsparcia popytu ze strony zagranicznych inwestorów.
Powody? Polityczne i dziesiątki innych. Zobaczmy na razie tylko te bieżące. Tutaj na topie jest wczorajszy raport o rynku pracy w USA. Uwzględniając rewizje niespodzianki nie było. Uwagę zwraca jednak to, że liczba bezrobotnych będących bez pracy dłużej niż pół roku spadła bardzo gwałtownie z 1,53 mln w maju, do 1,31 mln w czerwcu. To 17,8% wszystkich bezrobotnych. Średnia długość bezrobocia również wyraźnie spadła z 18,8 tygodni do 17,1. Jeśli zestawimy to z faktem, że dopiero w sierpniu kończy się półrocze, które historycznie w ankiecie Challengera pokazuje zdecydowanie niższą skłonność do zwalniania pracowników, to FED nie zyskał nowych argumentów, by zatrzymać podwyżki stóp. Historia cyklu podwyżek też do tego zachęca. FED od początku podwyżek idzie torem wyznaczonym przez średni zasięg cyklu podwyżek w ostatnich 50 latach. Jeśli nic się nie zmieni, podwyżki skończą się dopiero w przyszłym roku na poziomie nawet 4,0%. Choć na dzisiaj to oczekiwania przesadzone, to do tego by zagraniczni inwestorzy rozpoczęli realizację zysków, moim zdaniem wystarczy kolejna obniżka stóp przez RPP 27 lipca i kolejna podwyżka w USA 9 sierpnia.