Reklama

Cenna ropa

Kiedy słyszę o wybuchających w Bagdadzie lub Londynie bombach, nie mam już wcale pewności, czy prognoza wzrostu cen ropy do 80 lub 90 USD ma sens

Publikacja: 09.07.2005 08:59

Ostatnimi czasy do listy problemów, które gnębią gospodarkę świata i Polski, dołączył się jeszcze jeden: droga ropa naftowa. No bo rzeczywiście, siedem lat temu ten surowiec kosztował około 10 USD za baryłkę, cztery lata temu nieco ponad 20 USD, rok temu około 35 USD, a dzisiaj jego cena oscyluje już wokół 60 USD - i najwyraźniej nie ma ochoty się wcale zatrzymać! (osobiście uważam - i mówiłem to od dwóch lat - że dojdzie ona stopniowo do poziomu 80-90 USD).

Przede wszystkim pada pytanie: czy mamy się czego bać? Wszyscy przyjmujemy płynący z ekranów telewizorów i z prasy argument, że droższa ropa równa się wolniejszy wzrost gospodarczy w Polsce jako twierdzenie nie wymagające żadnego dowodu.

Oczywiście, że jest to stwierdzenie prawdziwe, ale aby ocenić jego wagę, musimy zdać sobie jasno sprawę z tego, jak wygląda główny mechanizm spowalniający wzrost PKB w Polsce w reakcji na droższą ropę. W gruncie rzeczy chodzi tu nawet nie o jeden, a o dwa mechanizmy.

Po pierwsze, droższa ropa oznacza wyższą inflację. To z reguły nie podoba się bankom centralnym, które zaczynają walczyć ze wzrostem cen, podnosząc stopy procentowe - a to oczywiście uderza w inwestycje. Walka ta bywa często beznadziejna - w latach 70. ubiegłego wieku świat cierpiał z tego powodu na tzw. stagflację, czyli wzrost spowolnił (stąd stagnacja), a jednocześnie i tak rosły ceny (stąd inflacja). Na podstawie dotychczasowych doświadczeń nie ma raczej wątpliwości, że nasz bank centralny będzie również walczyć z impulsem inflacyjnym. Sytuację nieco ratuje jednak mocny złoty: jest to oczywiście ból głowy dla eksporterów, ale i najlepsze antidotum na zbyt szybki złotówkowy wzrost cen paliw.

Drugi mechanizm ma charakter pośredni. Droższa ropa, to wolniejszy wzrost gospodarczy w Europie (może poza Rosją, Wielką Brytanią i Norwegią, które jako wielcy producenci ropy raczej na tym korzystają). A mniej pieniędzy w kieszeniach europejskich konsumentów, to gorsze warunki dla naszego eksportu. Na pocieszenie można tylko powiedzieć, że, jak dotąd, nasz eksport trzyma się dobrze, a zubożony przez kryzys niemiecki konsument najwyraźniej chętniej sięga po towary tańsze, które produkujemy właśnie my.

Reklama
Reklama

Jakie są więc perspektywy? Cóż, sądzę, że ropa będzie stopniowo drożeć. Nie wpadajmy jednak w panikę. W roku 1980, jeśli uwzględnić obecną siłę nabywczą dolara, ropa była znacznie droższa niż dziś, a cena

baryłki znacznie przekraczała 80 USD (według obecnej siły nabywczej). Od tego czasu gospodarka światowa nauczyła się jednak oszczędniej używać energii, więc powinna łatwiej znieść również drogą ropę.

Jeśli coś mnie niepokoi w sprawie ropy, to nieprzewidywalność. Pół biedy, gdyby na tym rynku wszystko zależało od ekonomii. Niestety, ceny w ogromnym stopniu zależą od polityki. Kiedy więc słyszę o wybuchających w Bagdadzie lub Londynie bombach, nie mam już wcale pewności, czy prognoza wzrostu cen ropy do 80 lub 90 USD ma sens.

Witold M. Orłowski jest doradcą ekonomicznym prezydenta RP, dyrektorem Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama