to niespodzianek nie ma od wielu miesięcy. Rynki nadmiernie się tym
emocjonują. Z jednej strony słusznie, bo to jedne z najważniejszych danych
dla amerykańskiej gospodarki, a z drugiej strony analitycy w komentarzach
często zapominają o szukaniu dłuższych tendencji i dają się ponieść emocjom
po opublikowaniu tych danych. Danych, które ze swojej natury i
niedoskonałości muszą być bardzo zmienne z miesiąca na miesiąc. Jeśli
natomiast porównamy ostatnie kwartały, to wygląda to tak - ostatni kwartał
2004 to 569k nowych miejsc pracy, I kw. 2005 to +546k, a wraz z czerwcowymi
danymi (pewnie też będzie rewizja) II kwartał 2005 to +542k. Jak widać
bardzo stabilny wzrost, a rynki z miesiąca na miesiąc i tak nadmiernie się
emocjonują.
Wracając do danych, to uwagę zwraca to, że liczba bezrobotnych będących bez
pracy dłużej niż pół roku spadła bardzo gwałtownie z 1,53 mln w maju do 1,31
mln w czerwcu. To 17,8% wszystkich bezrobotnych. Średnia długość bezrobocia
również wyraźnie spadła z 18,8 tygodni do 17,1. Jeśli zestawimy to z faktem,
że dopiero w sierpniu kończy się półrocze, które historycznie w ankiecie
Challengera pokazuje zdecydowanie niższą skłonność do zwalniania
pracowników, to FED nie zyskał tutaj nowych argumentów, by zatrzymać
podwyżki stóp, lub choćby tylko wyrzuć określenie "measured" z komunikatu .
Historia cyklu podwyżek też do tego zachęca. FED od początku4,0%. Choć na dzisiaj to
oczekiwania przesadzone (Fed Fund Futures wycenia 3,75), to moim zdaniem
zbliżamy się do punktu, w którym zagraniczni inwestorzy znacząco zmienią
ocenę polskiego rynku. Sporo wskazuje na to, że będzie to właśnie przełom
lipca i sierpnia. Zakładam, że RPP będzie kontynuować obniżki stóp
procentowych i dokona kolejnego cięcia (25-50 pb) 27 lipca. Natomiast już 9
sierpnia czeka nas podwyżka stóp procentowych w USA. Decyzja Fed jest
praktycznie znana (+25 pb) i niewiele ją może zmienić - zagadką dla rynku
jest wydźwięk komunikatu. Mamy miesiąc do posiedzenia FED i zapewne w tym
czasie premia za ryzyko inwestowania na polskim rynku dalej będzie topnieć.
STOPY.gif Tym bardziej, że nadzieje rynku na obniżki stóp ze strony
Europejskiego Banku Centralnego oraz Banku Anglii , ze względu na wyraźne
osłabienie euro i funta do dolara, muszą na razie (podkreślam - na razie)
pozostać w sferze nacisków, a nie prognoz.
Oczywistym błędem byłoby jednak tylko proste założenie, że niższe stopy w
Polsce, zmniejszające premie za ryzyko inwestycji na rynku wschodzącym, są
gwarancją spadku cen akcji. Na pewnym etapie zmniejsza to konkurencyjność
polskiego rynku dla zagranicznych inwestorów, ale należy też obiektywnie
zauważyć, że wraz ze spadającymi stopami, modele wyceny akcji zachęcają do
ich zakupów. Przykładowo, na podstawie wyceny DI BRE Banku, przy spadku stóp
o 1,1% (z 5,6 do 4,5), wycena KGHM wzrasta o 4,0%, TPS o 7,7% a Agory o
6,8%. Zresztą świetnym tego zobrazowaniem jest niemal roczna dynamiczna
hossa w USA zapoczątkowana na przełomie I i II kwartału 2003 r., gdy to
właśnie w dużej mierze rekordowo niskie rentowności pozwoliły wystrzelić do
góry rynkowi akcji.
Polski rynek to jednak już zupełnie inna bajka i samo podniesienie
modelowych wycen nie przyciągnie do nas zagranicznego kapitału (bez którego
żadnej dalszej hossy nie było i nie będzie). Ten na rynek akcji z reguły
trafia rykoszetem przez rynek długu. Należałoby więc do powyższego
optymistycznego wariantu dodać dwa warunki. Pierwszy, to utrzymanie wzrostu
gospodarczego, co po danych z ostatnich miesięcy nie jest w tej chwili tak
oczywiste. Najogólniej mówiąc - wizja PKB w 2005 r. np. poniżej 3% musiałaby
natychmiast odbić się negatywnie na rynku akcji. Nie jest to moja prognoza,
bo PKB zapewne faktycznie przekroczy 3,3,-3,4% w tym roku, ale najbliższe
dane (np. produkcja przemysłowa (19 lipca) mogą jeszcze sporo w kwestii
takich oczekiwań namieszać. Druga kwestia, może nawet zdecydowanie
ważniejsza jeśli chodzi o przyciąganie do nas zagranicznego kapitału, to
kwestia terminu wejścia Polski do ERM 2. Realna wizja szybkiego
ustabilizowania kursu walutowego oraz konwergencji stóp procentowych sprawi,
że kwestia "ryzyka" związanego z rynkami wschodzącymi stałaby się tematem
bardziej akademickim, niż praktycznym. No tak - ale ten temat to już
niestety czysta polityka ...
Nie chcę wchodzić w głębsze szczegóły, który jaka partia ma program i jak
przekłada się to na perspektywę reformy fiskalnej. Pierwszy powód to taki -
że za dużo tutaj wzbudziłoby to politycznych emocji, a drugi powód jest
taki, że ... tak naprawdę nie wiadomo, co kto chce po wyborach. Jest wizja
lewicy, prawicy i podatku liniowego. Szczegóły ? Brak. Niby normalne, bo
przecież 80% wyborców głosuje na twarz, a nie na szczegóły programu, ale
wspomnę w tym akapicie nieco szerzej o polityce, bo uważam, że sytuacja
trochę zaczyna się ostatnio komplikować. To nie jest temat na ten tydzień,
ale po części jest też dla mnie argumentem, by na przełomie lipca i sierpnia
rynki zaczęły obawiać się zbliżających wyborów.
Sytuację polityczną mocno skomdnie z przewidywaniami speców od polityki, zestawienie
ze sobą dwóch tak skrajnych wizji ("PZPR i AK") doprowadza do sytuacji, że
reszta kandydatów schodzi na plan dalszy, a jednocześnie zyskują partie
wyraźnie tych dwóch kandydatów popierające. Potwierdzają to najnowsze
sondaże (GFK i PBS), gdzie SLD nas nie interesuje (choć uwaga, bo wzrost
poparcia zabiera "większość" przyszłemu dwupartyjnemu rządowi), a PIS w obu
sondażach odebrał wyraźnie pałeczkę lidera Platformie (odpowiednio 21/18 i
25/22). Trudno prognozować polską politykę, ale jest duża szansa, że ta
tendencja wręcz się wzmocni im bliżej wyborów prezydenckich i im
wyraźniejsza stanie się wizja drugiej tury Kaczyński vs Cimoszewicz. W
efekcie takiego układu zamiast dyskontowanego w ostatnim czasie przez rynki
układu PO (Rokita) premierem, a PIS (Kaczyński) prezydentem, dostaniemy
najprawdopodobniej po wyborach układ - Cimoszewicz prezydentem, a PIS
(premierem), tworząc rząd z rozczarowaną PO. Zaznaczam, że to tylko moje
polityczne spekulacje, ale jeśli są one słuszne, to kaktus na obu rękach mi
wyrośnie, jeśli przy takim układzie priorytetem polityki gospodarczej nowego
rządu będzie reforma fiskalna (redukcja wydatków - podatki to sprawa
drugorzędna) i szybka ścieżka wejścia do ERM 2. A to wtedy rynki na pewno
rozczaruje.
Na koniec polityki tylko dodam, że przytaczane dzisiaj przez Parkiet
wypowiedzi Marcinkiewicza z PIS również potwierdzają, że w obawie przed
"wybuchami społecznymi" przed wyborami dostaniemy od partii obietnice np.
cytowanego dzisiaj przez serwisy zamrożenia deficytu na poziomie 30 mld
złotych (PIS), ale po wyborach trzeba będzie to przełożyć na konkretne
cięcia i tutaj bez układu PO-PIS (plus PIS prezydent) wydaje się to
niemożliwe w naszych realiach. Tyle moich politycznych obaw, które niech
przypomnę, wydają się kluczową kwestią w określeniu polityki gospodarczej
przyszłego rządu, tempa wzrostu gospodarczego, terminu wejścia do ERM 2, a
co za tym wszystkim idzie, przyciągnięcia na nasz rynek zagranicznego
kapitału i podtrzymania hossy.
Podsumowując to wszystko - dzisiaj było trochę szerszego spojrzenia na
rynek, trochę poza bieżące sprawy, którymi rynek teraz się emocjonuje. W
nadchodzącym tygodniu, w obliczu piątkowych wzrostów w USA, uwaga inwestorów
na GPW po raz kolejny skupi się na walce o nowe szczyty półtoramiesięcznego
wzorstu. Biorąc także pod uwagę, skale pesymizmu po raz kolejny wyrażaną w
Wigometrze (58% oczekuje spadku, 26% wzrostu, baza na kontraktach -31 pkt)
należy zakładać, że będzie to atak udany. WIG20 stanie tym samym przed
szansą dołączenia do starszego kolegi (WIG) i zaatakowania szczytów hossy z
przełomu lutego i marca. W międzyczasie na rynkowe emocje mocno wpływać mogą
wyniki amerykańskich spółek, których sezon publikacji otworzyła w tym
tygodniu Alcoa. Nie jest to jeszcze najgorętszy okres publikowania wyników
najważniejszych amerykańskich gigantów, ale pierwsze wyniki zawsze odbierane
są nieco przesadnie (czego piątek też przykładem). Do tego dochodzą dane
makro, a szczególnie jedna - inflacja. Zarówno w USA, jak i w Polsce. W
Stanach CPI podane zostanie w czwartek, a PPI następnego dnia. U nas CPI
dostaniemy o 16:00 w czwartek i "Ministerstwo Finansów spodziewa się, że w
czerwcu inflacja spadła miesiąc do miesiąca o 0,3-0,4 procent, a w ujęciu
rocznym obniżyła się do 1,3 procent z 2,5 procent w maju". Jeśli faktycznie
zobaczymy takie dane (lub niższe), to będzie to dla rynku bardzo dobra
wiadomość, zachęcająca RPP do kolejnego cięcia stóp na koniec lipca. I
właśnie do końca lipca moim zdaniem rynek ma czas na wzrosty. O ile
zagraniczne parkiety pójdą w górę razem z nami, to z tej szansy byki