Do piątku PKP czekała na udziałowców "Przyjaźni", gotowych skorzystać z prawa pierwokupu kolejowych udziałów w koksowni. Ostatecznie przewoźnik pozbył się wszystkich swoich udziałów, przejętych jeszcze w 2003 r. jako zapłatę za długi zakładu (stanowiły łącznie 36,97% kapitału koksowni). Jeszcze w połowie ubiegłego tygodnia PKP udało się zawrzeć kontrakt z najważniejszym kupującym - Jastrzębską Spółką Węglową. JSW, dzięki ponad 50-proc. reprezentacji w kapitale "Przyjaźni", przejęła lwią część sprzedawanych udziałów. Niewielka ich liczba (proporcjonalnie do głosów na WZA "Przyjaźni", na mocy prawa pierwokupu) trafiła też do Przedsiębiorstwa Montażu Konstrukcji Stalowych i Urządzeń Górniczych PEMUG, HK Zakładu Automatyzacji w Hucie Katowice, Walcowni Blach Grubych Batory, oraz do Mittal Steel Poland - najgroźniejszego rywala JSW w walce o przejęcie "Przyjaźni".

W efekcie do jastrzębskiej spółki należy już niemal 90% koksowni. Holding może więc kontynuować pracę nad stworzeniem Grupy Koksowo-Węglowej. A co z pieniędzmi zrobi PKP? - Musimy spłacać odsetki od dawnych kredytów. Nikt nie umorzył przecież, ani nie spłacił naszych długów. Uzyskaliśmy jedynie gwarancje Skarbu Państwa. Ale spółka radzi sobie sama - mówi Jacek Bukowski, członek zarządu PKP ds. nadzoru właścicielskiego i prywatyzacji. Długi kolejowe wynoszą obecnie około 8 mld zł. 26% z nich to zobowiązania krótkoterminowe.

Władze PKP chcą jednak, aby część zarobionych na "Przyjaźni" pieniędzy trafiło na spłatę zaległych samorządom podatków od nieruchomości. Do tej pory spółce brakowało środków na ten cel, ponieważ dzierżawcy budynków kolejowych (m.in. podmioty Grupy PKP) ociągali się często z płaceniem czynszu. Nie udało się nam ustalić, ile wynoszą zaległości względem gmin. Wiadomo tylko, że wszystkie zobowiązania publicznoprawne kolei to 687 mln zł.

PKP stawia jednak samorządom warunki. - Zaoferujemy to, czego jeszcze nie było - gotówkę. W zamian jednak poprosimy gminy o ugodowe warunki - np. o umorzenie części należności. Wybierzemy najlepsze oferty. Pieniędzy nie starczy bowiem na spłatę całego zadłużenia - zaznacza J. Bukowski.