Wczorajsza sesja nie miała zbyt ciekawej historii. Otwarcie zawdzięczamy świetnej sesji w USA, ale ten wysoki poziom stał się jednocześnie przekleństwem dla WIG20. Doszło bowiem do sytuacji, w której indeks jednoznacznie wyróżniał się na tle rynków europejskich, oraz testował opory związane z zeszłotygodniowymi szczytami. Bez wsparcia rynków regionu sama GPW nie była w stanie ruszyć wyżej, więc rozpoczęła się realizacja zysków.

Nawet trochę sztucznie zawyżone przez TP obroty wskazują, że była to jednak tylko korekcyjna sesja, a jeszcze nie sygnał uzyskiwania przez podaż przewagi nad rynkiem i początku głębszych spadków. W kolejne dni dalej falować będziemy w rytm zachodnich parkietów, a poważne kapitały wejdą do gry dopiero pod koniec tygodnia, gdy na rynek spłyną dane makro oraz niektóre wyniki firm z USA.

U nas rynek skoncentruje się głównie na czwartkowej inflacji (CPI). To samo w USA, choć dojdzie do tego jeszcze sprzedaż detaliczna, a w piątek PPI, produkcja przemysłowa i wstępny odczyt indeksu nastroju za lipiec. Wydaje się, że najważniejsza jest tutaj amerykańska inflacja. Ja bardziej ciekaw jestem lipcowych nastrojów konsumentów. W ostatnich tygodniach zaskakują one bardzo pozytywnie. Zarówno w maju, jak i czerwcu średnia cena benzyny na amerykańskich stacjach benzynowych wyniosła 2,2 USD za galon (po 2,28 USD w rekordowym kwietniu). Zadziwiające, że nie przekłada się to na nastroje konsumentów ani nie widać tego aż tak silnie np. w sprzedaży detalicznej. To pozytywny sygnał i oby został potwierdzony w tym tygodniu. Jeśli jest odwrotnie i CPI/PPI będzie wysokie, cena ropy pobije rekordy, nastroje konsumentów spadną oraz do tego jeszcze zobaczymy słabą sprzedaż detaliczną, to wtedy amerykańskie indeksy dynamicznie zawróciłyby na południe.