Zeszłotygodniowe zamachy w Londynie wywołały na giełdach akcji dość mocną, ale bardzo krótkotrwałą przecenę. Po jednosesyjnym załamaniu najważniejsze europejskie indeksy powróciły do trendów wzrostowych i wczoraj miały najwyższe wartości od kilku lat. Rekordowe zamknięcia zanotowały indeksy wszystkich sześciu największych europejskich giełd akcji - w Londynie (FT-SE 100), Frankfurcie (DAX), Paryżu (CAC--40), Zurichu (Swiss Market Index), Madrycie (Madrid General) i Mediolanie (Mibtel). Na giełdach europejskich w dalszym ciągu trwa odrabianie strat po pęknięciu internetowej bańki. W największym stopniu odrobili je Hiszpanie, gdzie do szczytu z 6 marca 2000 roku brakuje już tylko 6%. Na bliższym nam rynku niemieckim DAX przekroczył 38-proc. zniesienie bessy i nie zważając na słabość gospodarki zmierza w kierunku 50-proc. zniesienia. Przebiega ono na wysokości 5,2 tys. punktów. Połowę spadku zapoczątkowanego we wrześniu 2000 roku i zakończonego w marcu 2003 roku odrobił już londyński FT-SE 100. Tutaj 50-proc. zniesienie przebiega na poziomie 5930 pkt, czyli niecałe 100 pkt nad wczorajszym zamknięciem.
W ostatniej czasie coraz skromniejszy jest udział we wzrostach rynków akcji tych krajów, które w maju zeszłego roku wstąpiły do Unii Europejskiej. Wczoraj ponad 1-proc. korektę odnotował bijający ostatnio rekordy węgierski BUX. Indeks Dow Jones Stoxx EU Enlarged, w którego skład wchodzi 15 przedsiębiorstw notowanych na nowych rynkach od początku lipca porusza się w trendzie bocznym, tuż poniżej historycznego maksimum z przełomu lutego i marca. Na podstawie tej niewielkiej dywergencji za wcześnie jest jeszcze na istotne wnioski, ale pewna różnica w postrzeganiu europejskich rynków wschodzących jest dostrzegalna.
Trochę słabsze ostatnio zachowanie emerging markets sprawiło, że nad tą grupą rynków wciąż wisi niebezpieczeństwo zbudowania rozległej głowy z ramionami na wykresie brazylijskiej Bovespy. Próby oddalenia wykresu od linii szyi (24 tys. punktów) na razie nie powiodły się.