Reklama

Wilczy bilet nadzoru

Komisja Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych odmówiła zatwierdzenia Krzysztofa Jarmuszczaka i Romana Fulneczka na członków zarządu Polskiego Towarzystwa Reasekuracji. Wszystko wskazuje na to, że powodem było śledztwo, jakie przeciw obu prowadzi warszawska prokuratura.

Publikacja: 16.07.2005 08:10

Zgodnie z obowiązującą ustawą o działalności ubezpieczeniowej, powołanie dwóch członków zarządu, w tym prezesa krajowego zakładu ubezpieczeń, następuje za zgodą KNUiFE. Komisja już kilkakrotnie, z różnych powodów, odmawiała akceptacji. Po raz pierwszy zdarzyło się jednak, aby odrzuciła dwie kandydatury. Zastrzeżenia musiały być więc poważne.

Prokuratorskie zarzuty

Członkiem zarządu firmy ubezpieczeniowej może być osoba, która posiada pełną zdolność do czynności prawnych, ma wyższe wykształcenie, nie była skazana za umyślne przestępstwo stwierdzone prawomocnym wyrokiem sądu, a także daje rękojmię prowadzenia spraw zakładu ubezpieczeń w sposób należyty. Dodatkowo osoby podlegające zatwierdzeniu powinny legitymować się co najmniej 5-letnim doświadczeniem w pracy na samodzielnych stanowiskach kierowniczych w instytucjach finansowych. Zarówno prezes Krzysztof Jarmuszczak, jak i wiceprezes Roman Fulneczek takowe mają (z ubezpieczeniami związani są od lat, byli m.in. szefami PZU). Spełniają także trzy pierwsze warunki. A więc? - Odmowa ma związek z pismem, jakie KNUiFE otrzymała z warszawskiej Prokuratury Okręgowej, a dotyczącym postępowania, jakie toczy się przeciw obu kandydatom - powiedział nam Andrzej Jacaszek, wiceminister finansów oraz zastępca przewodniczącego KNUiFE. Sam, jak zaznaczył, wstrzymał się od głosu.

Fortuna na Jersey?

Według mediów, prokuratura ma na celowniku obu prezesów od ub.r. Romanowi Fulneczkowi zarzuca m.in., że sześć lat temu naraził Daewoo Towarzystwo Ubezpieczeniowe, którym kierował, na stratę około miliona zł (miał m.in. podpisać niekorzystny aneks do umowy z Polskim Towarzystwem Reasekuracyjnym, którego szefem był K. Jarmuszczak). Według mediów, prowizja od tej transakcji miała trafić do pośrednika, spółki Daymace z Wielkiej Brytanii, która - jak wykazała prokuratura - dostała je "za darmo". We wrześniu ub.r. "Rzeczpospolita" ujawniła, że pieniądze te były de facto łapówką, jaką brytyjski broker Robert Brown wypłacał potem szefom firm za pośrednictwo w zawieraniu kontraktów reasekuracyjnych (polskie firmy są zbyt słabe i muszą chronić swój portfel u zagranicznych reasekuratorów). Obaj panowie mieli, przy wyprowadzaniu pieniędzy, powielać schemat, jaki stosowali, będąc wcześniej prezesami PZU (dzięki czemu - jak twierdziła "Rz", zgromadzili miliony na tajnych kontach, m.in. na wyspie Jersey).

Reklama
Reklama

Nieuchronna dymisja

Po tych publikacjach wyjaśnień od rady nadzorczej PTR zażądał minister skarbu Jacek Socha (SP ma w spółce tylko 11,88% akcji, ale wraz ze spółkami zależnymi i w których ma dominującą pozycję posiada blisko 48%). Minister poprosił o informację prokuraturę. - 13 maja br. otrzymaliśmy informację od zastępcy prokuratora krajowego, że w marcu śledztwo zostało zawieszone. Prokuratora okręgowa zbiera kolejne dowody. Decyzja KNUiFE oznacza jednak, że obaj panowie nie mogą pełnić swoich funkcji i w najbliższym czasie trzeba będzie uzupełnić skład zarządu PTR - powiedział nam w piątek Janusz Kwiatkowski, rzecznik MSP. Prezesa PTR wybiera walne, pozostałych członków zarządu już rada nadzorcza.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama