Zgodnie z obowiązującą ustawą o działalności ubezpieczeniowej, powołanie dwóch członków zarządu, w tym prezesa krajowego zakładu ubezpieczeń, następuje za zgodą KNUiFE. Komisja już kilkakrotnie, z różnych powodów, odmawiała akceptacji. Po raz pierwszy zdarzyło się jednak, aby odrzuciła dwie kandydatury. Zastrzeżenia musiały być więc poważne.
Prokuratorskie zarzuty
Członkiem zarządu firmy ubezpieczeniowej może być osoba, która posiada pełną zdolność do czynności prawnych, ma wyższe wykształcenie, nie była skazana za umyślne przestępstwo stwierdzone prawomocnym wyrokiem sądu, a także daje rękojmię prowadzenia spraw zakładu ubezpieczeń w sposób należyty. Dodatkowo osoby podlegające zatwierdzeniu powinny legitymować się co najmniej 5-letnim doświadczeniem w pracy na samodzielnych stanowiskach kierowniczych w instytucjach finansowych. Zarówno prezes Krzysztof Jarmuszczak, jak i wiceprezes Roman Fulneczek takowe mają (z ubezpieczeniami związani są od lat, byli m.in. szefami PZU). Spełniają także trzy pierwsze warunki. A więc? - Odmowa ma związek z pismem, jakie KNUiFE otrzymała z warszawskiej Prokuratury Okręgowej, a dotyczącym postępowania, jakie toczy się przeciw obu kandydatom - powiedział nam Andrzej Jacaszek, wiceminister finansów oraz zastępca przewodniczącego KNUiFE. Sam, jak zaznaczył, wstrzymał się od głosu.
Fortuna na Jersey?
Według mediów, prokuratura ma na celowniku obu prezesów od ub.r. Romanowi Fulneczkowi zarzuca m.in., że sześć lat temu naraził Daewoo Towarzystwo Ubezpieczeniowe, którym kierował, na stratę około miliona zł (miał m.in. podpisać niekorzystny aneks do umowy z Polskim Towarzystwem Reasekuracyjnym, którego szefem był K. Jarmuszczak). Według mediów, prowizja od tej transakcji miała trafić do pośrednika, spółki Daymace z Wielkiej Brytanii, która - jak wykazała prokuratura - dostała je "za darmo". We wrześniu ub.r. "Rzeczpospolita" ujawniła, że pieniądze te były de facto łapówką, jaką brytyjski broker Robert Brown wypłacał potem szefom firm za pośrednictwo w zawieraniu kontraktów reasekuracyjnych (polskie firmy są zbyt słabe i muszą chronić swój portfel u zagranicznych reasekuratorów). Obaj panowie mieli, przy wyprowadzaniu pieniędzy, powielać schemat, jaki stosowali, będąc wcześniej prezesami PZU (dzięki czemu - jak twierdziła "Rz", zgromadzili miliony na tajnych kontach, m.in. na wyspie Jersey).