We wrześniu 2004 r. PKP ogłosiło zaproszenie do rokowań w sprawie kupna ośmiu tzw. spółek utrzymaniowych - specjalizujących się w remoncie torowisk. Dlaczego PKP chciało się pozbyć tych podmiotów ze swojego portfela? Zarząd miał nadzieję, że inwestor wyposaży te zakłady w nowe urządzenia, dzięki czemu będą mogły zawalczyć o prywatne zlecenia. Kolej - z uwagi na brak środków - remontuje torowiska bardzo rzadko. Prowadzone są co prawda duże inwestycje ze środków unijnych, ale wykonawcy tych robót to już "światowa" liga. Trudno z nimi konkurować o zlecenia, mając - tak jak ta ósemka - 10-20 mln zł kapitałów własnych.

Jak się okazało, perspektywa dynamicznie rozwijającego się rynku zamówień kolejowych nie przyciągnęła chętnych. Spółki, takie jak Budimex czy Skanska, wolą samemu rozbudowywać własne oddziały robót kolejowych, niż przejmować stary często sprzęt PKP. Ostatecznie, ofertę zakupu dwóch spółek - Przedsiębiorstwa Napraw i Utrzymania Infrastruktury Kolejowej w Katowicach oraz Zakładu Napraw Infrastruktury w Warszawie - złożył tylko czeski Tchas, firma budownictwa inżynieryjnego o przychodach netto za 2004 r. rzędu 650 mln zł. Na razie bliżej jej do zakupu katowickiego PNiUIK. PKP wysyła w poniedziałek do Ostrawy gotowy projekt umowy sprzedaży tej spółki. W przypadku warszawskiego ZNI negocjacje dalej trwają.

Tchas informuje na swoich stronach internetowych o planach ekspansji na rynek polski, nie udało się nam jednak ustalić szczegółów. - Rzeczywiście, chcemy zainwestować w zakłady napraw - potwierdziła nam tylko Jana Safarikova, rzecznik firmy. Nie wiadomo też, jaką cenę jest gotowy zapłacić Tchas.

Co stanie się z pozostałymi pięcioma spółkami utrzymaniowymi, na których nie było chętnych? Z informacji PARKIETU wynika, że zakłady z Wrocławia, Poznania i Krakowa trafią do Polskich Linii Kolejowych (zarządcy torów). PKP wciąż waha się, jakie mają być losy firm ze Stargardu Szczecińskiego i Gdańska.