Początek tygodnia przyniósł spadki kursów akcji po obu stronach Atlantyku. W sektorze finansowym przesądziły o tym gorsze od spodziewanych wyniki Citigroup. Jest to największy bank na świecie i jego niepowodzenie w minionym kwartale nie mogło zostać bez wpływu na notowania akcji również europejskich banków. Papiery Barclays, UBS czy Royal Bank of Scotland przeceniono, po opublikowaniu raportu Citigroup, którego papiery staniały o 2,3%. Zysk netto na akcję tej spółki wyniósł w II kw. 97 centów, podczas gdy średnia prognoza analityków sięgała 1,02 USD. Wyciągnięto z tego wniosek, że skoro kłopoty ma gigant, to innym bankom też nie będzie łatwo. Raport Citigoup wydaje się również potwierdzać prognozy zapowiadające, że wzrost zysku spółek wchodzących w skład indeksu Standard & Poor's 500 zmniejszył się w minionym kwartale do 7,1%, z 17% w pierwszych trzech miesiącach br. Jeśli te prognozy sprawdzą się, to byłby to najsłabszy pod tym względem kwartał od trzech lat. W tym tygodniu ok. 150 spółek z indeksu S&P 500 opublikuje raporty. Inwestorzy czekają też na opinie Alana Greenspana, który 20 i 21 lipca będzie zeznawał przed kongresowymi komisjami. Być może będzie to ostatnia wizyta na Kapitolu szefa Fed, przed zapowiadanym na styczeń jego odejściem na emeryturę.
Na notowania europejskich spółek przemysłowych niekorzystnie wpłynął raport Philipsa. Ten największy w Europie producent konsumpcyjnej elektroniki po raz pierwszy od 2003 r. odnotował spadek przychodów. Najbardziej zmniejszyły się one w strefie euro. Jest to nieuchronny skutek słabnącej koniunktury gospodarczej w tym rejonie, co przejawia się m.in. trwającym od pięciu miesięcy spadkiem sprzedaży detalicznej. Specjaliści są zgodni co do tego, że wskaźnik ten nie poprawi się przy obecnej stopie bezrobocia i tak wysokich cenach ropy naftowej. Będzie to zapewne rzutować również na wyniki innych spółek produkcyjnych.
FT-SE stracił wczoraj 0,32%, CAC-40 0,24%, a DAX wzrósł o 0,14%. Dow Jones do godz. 22.00 naszego czasu zniżkował o 0,60%, a Nasdaq Composite o 0,51%.