W publikowanym dziś raporcie o gospodarkach nowych krajów członkowskich Bank poda, ile czasu zajmie im zrównanie się ze średnimi europejskimi statystykami PKB na głowę mieszkańca. O ile dla większości państw szacowany okres nie przekracza dwudziestu lat, to obliczenia dla Polski nie są optymistyczne. Przy założeniu, że gospodarka Unii rosnąć będzie w tempie 3% rocznie (w ostatnich trzech latach, według Komisji Europejskiej, unijne PKB rosło od 1,1 do 2,3% rocznie - przyp. red.), a gospodarka Polski zachowa średnią dynamikę z ostatnich trzech lat, zrównanie się z przeciętnym dochodem Europejczyka zajmie nam aż 41 lat. To rezultat olbrzymich zapóźnień. W 2004 r. polski PKB na głowę wyniósł tylko 47% unijnego. Mniejszy współczynnik miała tylko Łotwa (43%).
Dlatego też BŚ twierdzi, że "gonitwa" wymagać będzie czegoś więcej niż napływu środków z Unii, ponieważ możliwości absorpcji środków są zbyt ograniczone. Bank rekomenduje więc dalsze reformy wzmacniające stabilność makroekonomiczną, poprawiające klimat inwestycyjny oraz zwiększające elastyczność rynku pracy.
Zlecone przez Urząd Komitetu Integracji Europejskiej badania Pentora pokazały niedawno, iż Polacy oczekują po członkostwie przede wszystkim zbliżenia się do zachodniego standardu życia. 51% z nas uważa wręcz, że zrównanie różnic w dochodach powinno być dla władz Wspólnoty priorytetowe.