Od spadku rozpoczęły się środowe notowania w Nowym Jorku. Sygnał do wyprzedaży dały duże spółki publikujące wyniki finansowe za II kwartał. Jeszcze we wtorek po zakończeniu sesji gorsze od prognoz rezultaty zaprezentowali dwaj przedstawiciele szeroko pojętej branży high-tech. Spółka Yahoo!, właściciel najpopularniejszego na świecie portalu internetowego, i globalny rekordzista w sprzedaży mikroprocesorów Intel wprawdzie przedstawiły lepsze rezultaty niż przed rokiem, ale nie pokryły się one z oczekiwaniami analityków. W przypadku Yahoo! był to za niski zysk netto, a Intela mniejsza marża zysku brutto. Ich akcje rozpoczęły sesję od spadku, ciągnąc za sobą inne spółki z branży, nie tylko na giełdach amerykańskich. Wczoraj zła passa, jeśli chodzi o wyniki, była w przypadku niektórych spółek kontynuowana. Chodzi przede wszystkim o największego światowego producenta samochodów - General Motors, który odnotował już trzecią kwartalną stratę z rzędu.
Te złe informacje odsunęły nieco w cień wczorajsze wystąpienie Alana Greenspana w Senacie USA. Wypowiedzi prezesa amerykańskiego banku centralnego jak zwykle były przez inwestorów różnie interpretowane. Z jednej strony bowiem powinni się cieszyć z tego, że szef Fed mówi o prawidłowym rozwoju gospodarki, w bardzo solidnym tempie, ale z drugiej strony oznacza to, że Fed będzie kontynuował politykę podwyżek stóp procentowych. Do godz. 22.00 naszego czasu Dow Jones wzrósł o 0,37%, a Nasdaq Composite zyskał 0,71%.
W Europie najbardziej traciły akcje spółek high-tech i zdaniem analityków inwestorzy przez pewien czas odpoczną od tego sektora. Kursy były bowiem wywindowane, a Yahoo! i Intel nie potwierdziły we wtorek, że branża ma się tak rewelacyjnie. Główne indeksy różnie się zachowywały. Londyński FT-SE 100 wzrósł o 0,26%, paryski CAC-40 spadł o 0,13%, a frankfurcki DAX zyskał 0,29%. Inwestorów w Europie mógł natomiast ucieszyć raport analityków Lehman Brothers, którzy uważają, że w tym roku akcje ze Starego Kontynentu zdrożeją bardziej niż papiery z USA czy Japonii. Ich zdaniem, wyceny nie odzwierciedlają bowiem dobrej sytuacji finansowej spółek z Europy.