Reklama

Czyj premier, tego podatki?

Systemu podatkowego, jaki chce wprowadzić Platforma Obywatelska, nie da się pogodzić z propozycjami podatków autorstwa Prawa i Sprawiedliwości - uważa poseł PO Adam Szejnfeld. Jego zdaniem, w przyszłej koalicji powinna więc obowiązywać zasada: czyj premier, tego podatki.

Publikacja: 22.07.2005 08:17

Adam Szejnfeld przedstawione przez PiS założenia gospodarcze komentuje krótko: To program wyborczy, a nie program rządu. Według niego, założenia są niespójne wewnętrznie i w efekcie nie do zrealizowania.

Partia braci Kaczyńskich chce m.in. co roku otrzymywać z prywatyzacji 7-10 mld zł. Jednocześnie jednak deklaruje, że każdego roku Skarb Państwa będzie na program budowy mieszkań przeznaczał z dywidend od 1,5 do 2,5 mld zł. W opinii posła PO, osiągnięcie takich przychodów, przy jednoczesnej sprzedaży majątku, może się okazać co najmniej karkołomne, tym bardziej że założenia na ten rok mówią o ok. 2 mld zł wpływów budżetowych z tego tytułu.

- Zakładamy, że w kilku spółkach nadal Skarb Państwa będzie miał 100% udziałów, w kilkunastu 50%, a w kilkudziesięciu 25% - tłumaczy Kazimierz Marcinkiewicz, poseł PiS i jeden ze współautorów programu gospodarczego tego ugrupowania. Jego zdaniem, uda się osiągnąć zaplanowane przychody z dywidend. Sprawa sposobu prywatyzacji państwowych firm jest zresztą kolejną kwestią różniącą przyszłych koalicjantów. - PiS myli dokapitalizowanie spółek z ich prywatyzacją - uważa A. Szejnfeld. - Chce sprzedawać pakiety, kiedy my deklarujemy, że sprywatyzujemy całe przedsiębiorstwa - wyjaśnia. PO chce w ten sposób uciąć, jak mówi poseł Szejnfeld, korupcjogenne powiązania biznesu ze światem polityki.

W opinii parlamentarzysty Platformy, PiS w wielu punktach programu mówi tylko o celach, nie precyzując, jak chce je osiągnąć. - Deklaruje np., że chce zamrozić deficyt na poziomie 30 mld zł. Znakomicie! Ale ja się pytam, przy pomocy jakich narzędzi, i odpowiedzi nie otrzymuję - mówi.

Najbardziej różniącą oba ugrupowania kwestią jest podejście do sprawy podatków. PiS jest przeciwny podatkowi liniowemu, ponieważ, jego zdaniem, przerzuci to ciężar zmian fiskalnych na najuboższych. Proponuje więc skalę dwustopniową z progami: 18% i 32%, a docelowo 18% i 28%. Do tego ulgi prorodzinne. Nowa ulga (dla zatrudniających nowych pracowników) miałaby obowiązywać także w podatku CIT.

Reklama
Reklama

- Dla nas idea podatku liniowego jest priorytetowa. Nie możemy iść na kompromis - mówi z kolei poseł PO.

- Pod względem podejścia do podatków PIT i CIT wcale nie jesteśmy daleko od siebie - mówi Kazimierz Marcinkiewicz z PIS. - W naszej propozycji 96-97% podatników płaciłoby podatek według niższej stawki - dodaje. Jego zdaniem, propozycja, aby obowiązywał system podatkowy lansowany przez ugrupowanie, które desygnuje premiera, może być trudna do przyjęcia przez PiS. - Nie mógłbym się podpisać pod 15-proc. VAT na artykuły spożywcze i leki - tłumaczy K. Marcinkiewicz. Przypomnijmy, że PO chce, aby PIT, CIT i VAT wynosiły po 15%.

Co do jednego nie powinno być sporów w łonie przyszłej koalicji: zarówno Prawo i Sprawiedliwość, jak i Platforma chcą likwidacji Rady Polityki Pieniężnej.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama