SEC zależało przede wszystkim na tym, aby klienci mieli świadomość, iż ich interesy są często rozbieżne z interesami domów maklerskich oraz że instytucje finansowe mogą pobierać niższe (lub wyższe) opłaty od alternatywnych produktów kupowanych przez inwestorów.

Przykładem grupy, która może ucierpieć z powodu braku informacji są bierni inwestorzy, dokonujący zaledwie kilku operacji giełdowych w ciągu roku. W ich interesie byłoby raczej korzystanie z rachunków, w których opłaty są bezpośrednio powiązane z liczbą dokonywanych transakcji.

Władzom regulacyjnym zależało też na tym, aby inwestorzy nie mieli problemów z rozróżnianiem typów rachunków maklerskich. Na przykład zwykłe rachunki o opłatach stałych (fee-based) oferują usługi doradcze w bardzo ograniczonym zakresie. Alternatywą mogą być konta doradcze (fee-based advisory accounts), ale za skorzystanie z tego typu usługi trzeba już zapłacić więcej. SEC wymaga obecnie, aby każdy z inwestorów otrzymywał precyzyjne informacje na temat opcji, jakie ma do swojej dyspozycji.

Rachunki o stałych opłatach stały się szczególnie popularne w połowie lat 90., w okresie giełdowej hossy, kiedy domy maklerskie usiłowały powiązać wynagrodzenie brokerów ze zwrotami z inwestycji giełdowych. Wartość aktywów zainwestowanych na tego rodzaju kontach szacowana była na koniec pierwszego kwartału br. na 270,5 mld USD.

Główne domy maklerskie w USA, takie jak Wachovia, UBS, należący do Citigroup Smith Barney, A.G. Edwards, Merrill Lynch oraz Morgan Stanley poinformowały, że już wcieliły w życie rozporządzenie SEC.