Zdaniem Gomułki, takie oceny nie uwzględniają różnicy w stopniu monetyzacji (czyli podaży pieniądza w odniesieniu do PKB) polskiej i czeskiej gospodarki. "W Czechach jest on bardzo wysoki. Oznacza to m.in., że zadłużenie gospodarstw domowych i przedsiębiorstw w bankach jest tam już teraz bardzo duże. Natomiast w Polsce to zadłużenie w relacji do PKB jest jeszcze stosunkowo niskie. Duże i raptowne obniżenie stóp procentowych mogłoby więc wywołać w Polsce silny wzrost popytu finansowego przez dług bankowy" - napisał Gomułka w swoim najnowszym raporcie makroekonomicznym. Boom kredytowy nałożyłby się na odbudowę popytu, która, zdaniem ekonomisty, i tak czeka nas w przyszłym roku.
S. Gomułka nie wyklucza jednak niewielkich i rozłożonych w czasie obniżek stóp procentowych. Ich skala będzie jednak zależeć od tego, kto wygra wrześniowe wybory parlamentarne. Jeśli najwięcej głosów dostanie Prawo i Sprawiedliwość, "obniżki stóp będą niewielkie lub nawet nie będzie ich wcale". Dla inwestorów wygrana PiS będzie bowiem oznaczać znaczne przesunięcie daty przyjęcia euro przez Polskę. A jednocześnie powinni się oni liczyć z szybkim rozpadem koalicji rządowej PiS z Platformą Obywatelską i nowymi wyborami, w których duże szanse na zwycięstwo będą mieć ugrupowania populistyczne.
Jeśli natomiast wrześniowe wybory wygra PO, ryzyko polityczne znacząco spadnie. To zaś będzie skutkować dużym napływem kapitału do Polski. "Podstawowym zadaniem dla RPP stanie się wtedy niedopuszczenie do tego, aby cena euro spadła znacząco poniżej 4 zł. W tym przypadku dalsze obniżki stóp mogłyby mieć miejsce już w listopadzie i/lub grudniu" - napisał S. Gomułka.
Według niego, RPP obniży stopy na lipcowym posiedzeniu (decyzję rady poznamy dziś) o 25 punktów bazowych. Kolejna redukcja w takiej samej skali może nastąpić w sierpniu.