Wczorajsza sesja była kolejną, na której coś się działo. Jednak nie na tyle ważnego, by miało to wpływ na układ sił rynkowych. Pozostajemy w punkcie wyjścia. Dziś zabawa zaczyna się od nowa. Potencjalnie może się coś wydarzyć, bo sprzyjają temu warunki. Problem w tym, że nie wiadomo, czy znajdą się chętni, by te warunki wykorzystać.

Wystarczy rzucić okiem na wykres, by się przekonać, że od dwóch tygodni jesteśmy w tym samym miejscu. Mimo że sesje są ciekawe i wiele się zmienia, to jednak biorąc za horyzont nieco więcej niż kilka ostatnich sesji, mamy trend boczny. Cały czas znajdujemy się blisko poziomu szczytu z końca lutego br., lecz nadal ceny znajdują się pod jego poziomem. Trwa walka. Z jednej strony, popyt stara się wybić ceny ponad opór, a z drugiej mamy podaż grającą na podwójny szczyt. Fakt, że ceny są stale tak wysoko sugeruje, że popyt sobie radzi, choć nie na tyle, by doszło do wybicia. Wystarczająco jednak, by utrzymać ceny w konsolidacji, co w połączeniu z wcześniejszym wzrostem daje podstawę, by oczekiwać jego kontynuacji.

Ten fakt nie przeszkadza sprzedającym. Baza jasno pokazuje, że nastroje są złe. Wczorajszego poranka jej wartość sięgnęła niemal -50 pkt. Upór niedźwiedzi jest zastanawiający, bo "Skoro jest tak źle, to czemu jest tak dobrze?". Po wzroście 1800 do 2130 pkt nie mieliśmy poważniejszej korekty. Spadek z 7 lipca był emocjonalnym ruchem, który błyskawicznie został zanegowany. Jesteśmy tak wysoko nie mimo tych nastrojów, ale właśnie dzięki nim. Brak wiary we wzrost cen ciągle je podtrzymuje. Na spadek jest za wcześnie. Baza nie pozostawia zbyt wielkiego potencjału dla ruchu na południe. Szybko do głosu dochodzą zamykający pozycje.