Aby Sejm postawił kogoś przed Trybunałem Stanu, musi opowiedzieć się za tym kwalifikowana większość (3/5) wszystkich posłów, czyli 276. W trakcie wczorajszego głosowania nad uchwałą w sprawie Emila Wąsacza na sali było obecnych 386 posłów. Większość, bo 363, opowiedziało się za pociągnięciem byłego ministra skarbu do odpowiedzialności konstytucyjnej.

Przypomnijmy, że Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej (jej wniosek głosował Sejm) stawia Emilowi Wąsaczowi trzy zarzuty dotyczące nieprawidłowości przy prywatyzacji: PZU, Domów Towarowych "Centrum" i Telekomunikacji Polskiej. Według KOK, Wąsacz w 1999 r. zawarł niekorzystną dla Skarbu Państwa umowę sprzedaży 30% akcji PZU konsorcjum Eureko i BIG BG, w wyniku której nabywcy uzyskali nieproporcjonalny do posiadanych udziałów wpływ na zarządzanie spółką. Te specuprawnienia, zdaniem posłów, nie zostały uwzględnione w negocjacjach dotyczących ceny akcji. W przypadku prywatyzacji DT "Centrum" miało dojść do zaniżenia wyceny spółki poprzez nieuwzględnienie w niej m.in. obiektów handlowych przy tzw. ścianie wschodniej przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie. Natomiast w przypadku prywatyzacji Telekomunikacji Polskiej minister Wąsacz - zdaniem komisji - dopuścił do niekorzystnego wyboru firmy doradczej, przez co straty Skarbu Państwa wyniosły ok. 25 mln zł.

Emil Wąsacz najwyraźniej był przygotowany na wynik wczorajszego głosowania. - Dla mnie jest to polityczna gra przedwyborcza, której kozłem ofiarnym jestem nie tyle ja, ile cała prywatyzacja. Podziwiam tych, którzy zagłosowali przeciw, czy nawet wstrzymali się od głosu - powiedział nam wczoraj tuż po głosowaniu. Były minister nie zgadza się też z zarzutami KOK. - Nie mają one potwierdzenia w faktach, co stwierdzili liczni świadkowie przesłuchiwani przez komisję. Przykłady mogę mnożyć. Zdaniem posłów, oferta francuskiej AXA na zakup akcji PZU została odrzucona, choć nie ustępowała ofercie Eureko. Według mnie, zaoferowana cena była niższa o kilkanaście procent, przez co Francuzi dawali za całą spółkę ok. 1 mld zł - stwierdził. - Także zarzutów w sprawie prywatyzacji DT "Centrum" nie potwierdziły ani prokuratura, ani sąd - dodał. Właśnie z tych powodów E. Wąsacz, który obecnie jest prezesem giełdowego Stalexportu, nie zamierza podawać się do dymisji. - Uważam, że należy oddzielić to, co obecnie robię w Stalexporcie, od tego, co było pięć lat temu - stwierdził. - Oczywiście o tym, czy pozostanę w spółce, zdecyduje rada nadzorcza. Ja byłbym tylko przedmiotem takiego postępowania - dodał.

Niewielkie konsekwencje

Jeśli Trybunał Stanu uzna zarzuty przedstawione E. Wąsaczowi we wniosku Sejmu, nie będzie mógł startować ani głosować od 2 do 10 lat w wyborach do Sejmu i Senatu, na prezydenta, do Parlamentu Europejskiego oraz do organów samorządu terytorialnego (straciłby też takie stanowiska, gdyby je miał). Będzie miał również zakaz zajmowania stanowisk kierowniczych w organach państwowych i organizacjach społecznych.