Według postanowienia sądu federalnego w Nowym Jorku, były główny księgowy WorldComu Scott Sullivan musi sprzedać posiadłość w Boca Raton na Florydzie oraz oddać wszystkie swoje aktywa. Sąd nakazał mu zlikwidować też osobiste konto w WorldComie i pieniądze oddać inwestorom. Wartość samej posiadłości Sullivana ocenia się na 11 mln USD, ale większość z tej puli pójdzie na podatki, sporą część zainkasuje też pośrednik nieruchomości. Żona Sullivana musi oddać swoje prywatne oszczędności na fundusz zarządzający wydatkami na wychowanie córki.

Do tej pory byłym akcjonariuszom WorldComu udało się odzyskać ok. 6 mld USD, głównie od banków inwestycyjnych, które pomagały ukrywać oszustwa księgowe WorldComu i poszły na ugodę z inwestorami, by uniknąć kosztownych pozwów w sądzie. Prokuratura w Nowym Jorku uważa, że inwestorzy powinni dostać co najmniej 5 mln USD z samej posiadłości Sullivana oraz bez mała 200 tys. USD z jego konta emerytalnego, które miał w WorldComie. Majątek dwóch innych oskarżonych - byłego kontrolera zarządzania Davida Myersa oraz byłego dyrektora z działu księgowego Buforda Yatesa - jest już tak znikomy, że inwestorzy nie są w stanie uszczknąć z niego ani centa.

W sumie WorldCom zdefraudował ok. 11 miliardów dolarów. Sullivan, Myers i Yates przyznali się do udziału w przestępstwach gospodarczych, w tym do oszustw księgowych i giełdowych. Współpracowali również z amerykańską prokuraturą w oskarżeniu przeciwko byłemu prezesowi firmy Berniemu Ebbersowi, skazanemu niedawno na 25 lat więzienia.

Wyrok w sprawie trzech byłych członków zarządu WorldComu zapadnie 11 sierpnia. Według "Wall Street Journal" Sullivanowi może grozić nawet do 15 lat więzienia, gdyż był najpewniej głównym autorem "twórczej księgowości". Myers i Yates oraz dwóch innych księgowych niższego szczebla również dostanie kary więzienia, ale na pewno mniejsze niż Sullivan.