Ropa naftowa drożała wczoraj czwarty dzień z rzędu. Nie przyniosła uspokojenia na rynku paliwowym informacja amerykańskiego Departamentu Energetyki o stanie rezerw w USA. Okazało się, że wprawdzie zapasy oleju opałowego i napędowego wzrosły w minionym tygodniu bardziej, niż oczekiwano, ale też bardziej niż prognozowali analitycy, spadły rezerwy benzyny, a w środku sezonu urlopowego ten wskaźnik jest najważniejszy.

Zapasy benzyny były mniejsze o 2,1 mln baryłek, podczas gdy oczekiwano ich spadku o 700 tys. baryłek. Mniejsze też okazały się zapasy surowej ropy - 317,8 mln baryłek.

Po opublikowaniu tych informacji ropa trochę zdrożała. Na Międzynarodowej Giełdzie Paliwowej w Londynie baryłka ropy Brent z dostawą we wrześniu kosztowała wczoraj po południu 58,32 USD w porównaniu z 58,03 USD na wtorkowym zamknięciu i 56,65 USD przed tygodniem.

W ciągu najbliższych dwóch lat baryłka ropy ma stanieć do 40,72 USD. Taką prognozę opublikowała wczoraj australijska firma Access Economics. Przeprowadziła ankietę w największych bankach inwestycyjnych i firmach analitycznych na temat kształtowania się cen 20 metali i surowców mineralnych w najbliższych dwóch latach. Wszyscy respondenci wyrazili przekonanie, że w tym okresie będzie słabnął popyt na surowce w wyniku spowolnienia wzrostu gospodarczego w Europie, Japonii i Ameryce Łacińskiej. Jednocześnie wzrośnie, w niektórych przypadkach znacznie, podaż surowców. Najbardziej, o 49%, ma stanieć w tym czasie alumina. Zdrożeje zaś tylko ilmenit.