Drugi dzień z kolei wyraźnie w górę poszła wartość złotego. W dalszym ciągu utrzymuje się znaczna korelacja jego zachowań ze zmianami euro. Niewiadomą jest natomiast siła poszczególnych ruchów. Wczoraj euro zyskało wobec dolara 0,7 centa i po południu kosztowało 1,2137 USD. Trudno w tym jednak upatrywać jakiegoś radykalnego przyczynku do zmiany postrzegania perspektyw wspólnej waluty. Dopóki nie przekroczy bariery 1,22 USD, gdzie można zlokalizować linię szyi półtoramiesięcznej formacji odwróconej głowy z ramionami, trzeba liczyć się z powrotem do spadku. Rozstrzygałoby o tym zamknięcie poniżej 1,19 USD.

Euro straciło wczoraj do złotego ponad 2 grosze i kosztowało 4,066 zł. Dolar potaniał o blisko 4 grosze, do 3,351 zł. Kurs wspólnej waluty znów nie poradził sobie z 250-sesyjną średnią kroczącą i może w najbliższych dniach testować barierę 4 zł. Natomiast w przypadku dolara można mówić o opuszczeniu dołem blisko miesięcznej konsolidacji, co może zapowiadać dalsze osłabienie amerykańskiej waluty przynajmniej do 3,3 zł. Wzrost popytu na złotego nastąpił po tym, jak rynek obligacji przeżył wyraźną korektę. Czyżby umocnienie waluty zapowiadało ponowny wzrost cen papierów skarbowych?