Ministerstwo skarbu, m.in. ze względu na rok wyborczy, zaplanowało wstępnie, że w tym roku uzyska z prywatyzacji skromne 5,7 mld zł. Wygląda na to, że sytuacja okazała się jeszcze trudniejsza, niż przewidywano, bo resort w ostatnich dniach obniżył planowane przychody o 1,1 mld zł, do 4,6 mld zł. Ale uzyskanie nawet takiej kwoty stoi pod znakiem zapytania.
Odblokowana Łódź?
Na razie (stan na 31 lipca br.) na ministerialne konto wpłynęło 1,27 mld zł. Największe przychody zapewniła prywatyzacja Polmosu Białystok (303,7 mln zł ze sprzedaży pakietu w ofercie publicznej oraz 210,3 mln zł z umorzenia akcji). Będzie to najbardziej dochodowa prywatyzacja w tym roku, ponieważ wkrótce resort skarbu uzyska kolejne 1,06 mld zł ze sprzedaży 61% akcji spirytusowej spółki firmie CEDC. Dzięki niej ministerstwu uda się dobić do 50% zaplanowanej kwoty. A co z resztą?
W "prywatyzacyjnej zamrażarce" jest od końca ub.r. Zespół Elektrociepłowni w Łodzi (francuska Dalkia podpisała nawet pakiet socjalny). Sprzedaż spółki blokowały - m.in. poprzez skierowanie do Sejmu odpowiedniego projektu ustawy - władze samorządowe, które chciały, aby przed prywatyzacją wydzielić z niej sieć ciepłowniczą. Sejm projektu nie uchwalił, a więc minister skarbu Jacek Socha ma wolną rękę. Na rynku mówi się, że na zamknięcie transakcji naciska Ministerstwo Finansów, któremu zależy na przychodach do budżetu. MSP nie chce potwierdzić, czy projekt zbliża się do finału. - Poinformujemy o transakcji, jeśli tylko podpiszemy umowę z inwestorem - powiedziała Agnieszka Dłuska, z biura prasowego MSP. Szacuje się, że prywatyzacja ZE Łódź może przynieść ok. 1 mld zł.
Jesienne resztówki?