Mam nosa. Ci, którzy mnie znają, wiedzą o czym mówię. Trudno byłoby nie mieć nosa w moim zawodzie. A mój nos jest duży i sięga daleko. Wywąchuję kandydata po drugiej stronie stołu. Kiedy kandydat wyrzuci z siebie ważną odpowiedź, wciągam głęboko powietrze, aby przebadać, czym to pachnie. Mam nosa, czyli mam wyczucie, intuicję. Mam broń, która rozbiera. Spojrzenie prosto w oczy odkrywa maskę.
Mam przed sobą kandydata na stanowisko dyrektora IT Europy Centralnej. Porządne CV, sześć lat konsultingu, w tym cztery lata w Paryżu, sześć lat na stanowisku dyrektora IT. Chętnie rozważy moją ofertę. Zna się na swoim fachu. Jednak cały czas lansuje swoją osobę. Nie mogę go wyczuć aż do momentu, kiedy stwierdza:
- W angielskiej firmie jest przerost formy nad treścią.
- Co chce pan przez to powiedzieć?
- Dużo czasu spędza się na osiągnięciu konsensusu, na uszanowaniu uczuć każdego uczestnika projektu. Dobieranie słów zależy od wrażliwości innych. We francuskiej firmie jest lepiej, nie boją się urazić: