W ubiegłym tygodniu główny indeks warszawskiej giełdy (WIG) po raz pierwszy w historii przekroczył poziom 30 tys. punktów. Wydarzenie to zostało odnotowane przez media. Świętowali również przedstawiciele giełdy.
Pokonaniu kolejnej bariery i ustanowieniu rekordu wszech czasów tym razem nie towarzyszył jednak wzrost poziomu ogólnego optymizmu. Patrząc wstecz na ponad 14-letnią historię naszego rynku, takie zachowanie inwestorów może zastanawiać. Najbardziej spektakularnym wydarzeniem związanym z pokonaniem "okrągłego" poziomu przez WIG było osiągnięcie 20 tys. punktów w pierwszym kwartale 1994 r. Byliśmy wtedy świadkami największej euforii inwestorów w historii polskiego rynku.
Tymczasem nowy rekord został przyjęty przez inwestorów raczej spokojnie i to zarówno tych najbardziej doświadczonych (vide wypowiedzi analityków w mediach, Wigometr czy ujemna baza na kontraktach terminowych), jak i inwestorów indywidualnych.
Wzrost lub spadek zainteresowania inwestorów rynkiem i poziom ich optymizmu najczęściej mają charakter cykliczny. Jeśli historyczne stopy zwrotu są wysokie, większość inwestorów ekstrapoluje utrzymanie się pozytywnych tendencji również w przyszłości. Stąd bierze się coraz szersze grono zainteresowanych akcjami i wzrost optymizmu inwestorów podczas długoterminowych trendów wzrostowych i ustanawianiu przez giełdowe indeksy nowych rekordów. Z odwrotną sytuacją mamy do czynienia podczas gwałtownych spadków cen akcji, kiedy to inwestorzy wystraszeni wizją dalszych strat, wycofują się z rynku, sprzedając posiadane walory.
Takie zachowanie inwestorów ma niewiele wspólnego ze zdrowym rozsądkiem i często prowadzi do znaczących strat. Warto zauważyć, że zachowanie jednostek w "świecie inwestycji" jest zupełnie odwrotne niż postępowanie w życiu codziennym. Kupując "zwykłe" produkty najczęściej zwracamy uwagę na ceny i chętnie wkładamy do koszyka towar z promocji. A na giełdzie? Z ulgą sprzedajemy akcje, które właśnie straciły na wartości, kupujemy natomiast te walory, które podrożały.