Czwartkowe spadki za oceanem przełożyły się na minusowe otwarcie rynku terminowego. Wrześniowa seria kontraktów rozpoczęła dzień 18 pkt poniżej czwartkowego zamknięcia. Jednak dość szybko kontrolę przejął popyt i wyprowadził wykres ponad kreskę. Pomagały odrabiające poranne straty indeksy zachodnie oraz wzrost na rynku kasowym. I pewnie byki dotrwałyby na plusach do końca, gdyby nie dane z USA. Bardzo dobre lipcowe dane z amerykańskiego rynku pracy obudziły w inwestorach obawy o podwyżki stóp procentowych w Stanach. Przede wszystkim objawiło się to wyprzedażą na rynku obligacji, ale również osłabły i giełdy. W efekcie kontrakt FW20U5 zakończył dzień 11 pkt poniżej czwartkowego zamknięcia.
Przez ostatnie tygodnie chyba większości analityków i komentatorów zdarzało się wieścić koniec wzrostu. Rynek jednak na przekór tym oczekiwaniom rósł. Szansa na korektę pojawiła się dopiero w następstwie środowego spadku. Jednak już czwartek pokazał, że wcale nie będzie to takie proste. I to mimo że rynek terminowy zdradza już symptomy wykupienia.
Również zwiększone w ostatnich dniach obroty sugerują możliwość wystąpienia szczytu. Obecnie trudno odpowiedzieć na pytanie czy będzie on miał lokalny, czy też średnioterminowy charakter. Jeżeli jednak przyjmiemy, że trend trwa dopóki nie powstaną sygnały jego zakończenia, to na razie możemy mówić tylko o korekcie.
W realizacji spadkowego scenariusza ciągle przeszkadza wysoka ujemna baza (-40 pkt) oraz przewaga niedźwiedzi w ankiecie Wigometru (44% pesymistów wobec 13% optymistów). W ostatnich tygodniach taki układ niemal gwarantował wzrost. Obecnie, co prawda, historia nie musi się powtórzyć, ale wydaje się, że jeżeli nawet korekta wystąpi, to nie powinna ona być głęboka. Przynajmniej w najbliższym tygodniu.