Mało komfortowym zajęciem jest pisanie prognozy w momencie, gdy komunikat po posiedzeniu FOMC nie jest mi jeszcze znany, podobnie jak posesyjne wyniki giganta Cisco. Spójrzmy więc nieco poza GPW. Wprawdzie rynki wschodzące solidarnie ostatnio ignorują zachowanie giełd zachodnich, to już ewentualna rewolucja w treści komunikatu FOMC odbiłaby się echem także i na naszym rynku. Warunkiem dalszej lektury tekstu jest więc znalezienie we wtorkowej publikacji (sama podwyżka o 25 pb jest oczywista) stwierdzenia "the Committee believes that policy accommodation can be removed at a pace that is likely to be measured" oznaczającego dalsze podwyżki 20 września, 1 listopada i 13 grudnia.
Rynku to nie zaskoczy, choć od dawna uważam, że taka ścieżka amerykańskiej polityki monetarnej jest niekorzystna dla polskiego rynku akcji. O tym jak szybko może przełożyć się to na niedźwiedzi argument zadecydować powinny jednak motywy dalszych podwyżek. Większość członków Fed uważało do tej pory, że ryzyko inflacji i spowolnienia wzrostu gospodarczego jest generalnie równe. Jeśli oceniać ostatnie dane makro (Nonfarm Payrolls, indeksy ISM, Chicago PMI, Durable Orders, LEI czy rynek nieruchomości) należy stwierdzić, że to dynamiczny rozwój gospodarki, a nie obawy o inflację (obserwowany przez Fed indeks PCE nie zmienił się drugi miesiąc z rzędu) otworzyły drogę do mocniejszych podwyżek.
Jeśli rekordowe ceny surowców utrzymają się na obecnych poziomach, to w kolejnych miesiącach sytuacja może zmienić się diametralnie. Hamująca z tego powodu gospodarka zacznie jednocześnie zwiększać napięcia inflacyjne, a wtedy dalsze podwyżki amerykańskich stóp nie byłyby dla rynków akcji potwierdzeniem siły amerykańskiej gospodarki, ale destrukcyjnym zwiastunem zbliżających się kłopotów.