Zapytałem znajomych, od wielu lat zawodowo związanych z amerykańskim rynkiem akcji, o metodologię wyliczania indeksów w USA. Żaden z nich nie znał dokładnie dość zawiłych zasad. Ja również. Nie ma po prostu takiej potrzeby. Tamtejsze indeksy funkcjonują od kilkudziesięciu lat, a zaufanie do agencji/giełd je wyliczających jest tak duże, że nie spotkałem się nigdy z krytyką metodologii ani nawet z dyskusją na ten temat.
Dla kogo WIG20?
Stawiam się więc w niezręcznej sytuacji podjęcia dyskusji o metodologii wyliczania indeksu WIG20. Powody są trzy. Po pierwsze, jak okazało się w ostatnich tygodniach, zdecydowana większość inwestorów nie zna tych zasad, choć mają one znaczący wpływ na rynek kontraktów terminowych. Po drugie, w przyszłym roku metodologia obliczania WIG20 może doprowadzić do absurdalnej sytuacji na rynku kontraktów, o czym za chwilę. Po trzecie, zaufanie inwestorów do GPW jest zgoła odmienne niż do NYSE. Przykład afery z 4 lutego 2004 r. pokazuje, że GPW pewnych, dość kłopotliwych, sytuacji przewidzieć nie potrafiła, nie mówiąc już o zapobieganiu (do tej pory trwa jedynie dyskusja o projekcie zasad anulowania transakcji). O niektóre sprawy inwestorzy muszą troszczyć się sami.
WIG20 jest indeksem cenowym, który "bierze pod uwagę jedynie ceny zawartych w nim transakcji, a nie uwzględnia się dochodów z akcji (dywidend, praw poboru)". W poprzednich latach nie sprawiało to większego problemu. Wartość dywidend i udziały w WIG20 spółek wypłacających dywidendy nie były tak duże. Obecnie zaczyna to jednak powodować spore zamieszanie na rynku, czego przykład mieliśmy choćby przy okazji dywidendy KGHM oraz PKN.
PKN wypłaci akcjonariuszom 911 mln zł, czyli 2,13 zł na każdą akcję. 28 lipca akcje były notowane już bez prawa do dywidendy i GPW skorygowała kurs odniesienia o 2,1 zł. Problem polega na tym, że WIG20 tej korekty kursu nie uwzględniał. Udział PKN w indeksie wynosił 15%, więc WIG20 spadł aż o 12 pkt. Analogiczną sytuację będziemy mieli 17 sierpnia. PKO BP zabierze 8-9 pkt z indeksu.