Reklama

Ryzyko dywidendy

Publikacja: 10.08.2005 08:09

Zapytałem znajomych, od wielu lat zawodowo związanych z amerykańskim rynkiem akcji, o metodologię wyliczania indeksów w USA. Żaden z nich nie znał dokładnie dość zawiłych zasad. Ja również. Nie ma po prostu takiej potrzeby. Tamtejsze indeksy funkcjonują od kilkudziesięciu lat, a zaufanie do agencji/giełd je wyliczających jest tak duże, że nie spotkałem się nigdy z krytyką metodologii ani nawet z dyskusją na ten temat.

Dla kogo WIG20?

Stawiam się więc w niezręcznej sytuacji podjęcia dyskusji o metodologii wyliczania indeksu WIG20. Powody są trzy. Po pierwsze, jak okazało się w ostatnich tygodniach, zdecydowana większość inwestorów nie zna tych zasad, choć mają one znaczący wpływ na rynek kontraktów terminowych. Po drugie, w przyszłym roku metodologia obliczania WIG20 może doprowadzić do absurdalnej sytuacji na rynku kontraktów, o czym za chwilę. Po trzecie, zaufanie inwestorów do GPW jest zgoła odmienne niż do NYSE. Przykład afery z 4 lutego 2004 r. pokazuje, że GPW pewnych, dość kłopotliwych, sytuacji przewidzieć nie potrafiła, nie mówiąc już o zapobieganiu (do tej pory trwa jedynie dyskusja o projekcie zasad anulowania transakcji). O niektóre sprawy inwestorzy muszą troszczyć się sami.

WIG20 jest indeksem cenowym, który "bierze pod uwagę jedynie ceny zawartych w nim transakcji, a nie uwzględnia się dochodów z akcji (dywidend, praw poboru)". W poprzednich latach nie sprawiało to większego problemu. Wartość dywidend i udziały w WIG20 spółek wypłacających dywidendy nie były tak duże. Obecnie zaczyna to jednak powodować spore zamieszanie na rynku, czego przykład mieliśmy choćby przy okazji dywidendy KGHM oraz PKN.

PKN wypłaci akcjonariuszom 911 mln zł, czyli 2,13 zł na każdą akcję. 28 lipca akcje były notowane już bez prawa do dywidendy i GPW skorygowała kurs odniesienia o 2,1 zł. Problem polega na tym, że WIG20 tej korekty kursu nie uwzględniał. Udział PKN w indeksie wynosił 15%, więc WIG20 spadł aż o 12 pkt. Analogiczną sytuację będziemy mieli 17 sierpnia. PKO BP zabierze 8-9 pkt z indeksu.

Reklama
Reklama

W związku z tym pojawia się pytanie, jak kontrakty terminowe powinny uwzględniać dywidendę. Skoro informacja jest powszechnie znana wcześniej, to inwestorzy powinni dyskontować nieuchronny fakt "spadku" indeksu. Trudno przecież oczekiwać, by kontrakty reagowały dopiero w dniu notowania akcji bez prawa do dywidendy. Gdyby tak było, to wystarczyłoby kupić akcje PKN 27 lipca, sprzedać je następnego dnia, a w tzw. międzyczasie otworzyć krótkie pozycje na kontraktach terminowych na WIG20 i zainkasować 12 pkt, gdy indeks spadnie o wartość wypłacanej nam dywidendy. Oczywiście, mówię o przykładzie modelowym, bo rynek okazji do takiego tzw. "free lunch" prawie nigdy nie daje. Dlaczego GPW takie okazje umożliwia, a rynek musi je niwelować nieefektywną wyceną kontraktów?

Problem do rozwiązania

W przyszłości problem dla inwestorów może być naprawdę poważny. Vodafone i TDC chcą dokupić do swoich udziałów 46% akcji Polkomtela, między innymi od spółek PKN Orlen i KGHM, które mają po prawie 20% walorów operatora telefonii komórkowej. Można założyć, że w przypadku zgody na

25-proc. premię za pakiet, spółki dostaną za swoje akcje około 3,5 mld zł każda i cały zysk (z tej transakcji) mogłyby przeznaczyć na wypłatę dywidendy. Szczególnie KGHM cierpiałaby na nadmiar gotówki.

Policzmy. Skoro 911 mln zł dywidendy PKN daje 2,13 zł na akcję, to 3,5 mld zł dywidendy dałoby 8,2 zł na akcję (kurs około 53 zł). W przypadku KGHM przy 400 mln zł dywidendy przypadło 2 zł na akcję, więc dywidenda 3,5 mld zł dałaby aż 17,5 zł (kurs 37 zł). Może więc dojść do sytuacji, w której utrata prawa do dywidendy zabiera z kursu PKN 15,5%, a w przypadku KGHM aż 47%. Spółka PKN przy udziale w WIG20 15% i "spadku" kursu o 15,5% powoduje zniżkę indeksu o 2,3%, czyli na dzisiaj jakieś 50 pkt. Z kolei KGHM przy udziale w WIG20 w okolicach 12% i "spadku" kursu 47% zabiera z indeksu 5,6%, czyli około 120 pkt. Obie spółki doprowadzają do "przeceny" WIG20 w sumie aż o 170 pkt, mimo że tak naprawdę warunki rynkowe nie uległy zmianie.

Co mają zrobić inwestorzy otwierający pozycję na kontraktach terminowych na indeks WIG20? Jeśli kontrakty dywidend nie zdyskontują, to musiałyby w ciągu jednego dnia odwzorować prawie 8-proc. "spadek" indeksu. A jeśli mają dyskontować, to tak naprawdę dalej możliwy jest jednorazowy absurdalny spadek kontraktów w momencie, gdy scenariusz wypłaty tak dużych dywidend stałby się realny. O kontraktach terminowych na akcje tych spółek nawet nie wspominam.

Reklama
Reklama

WIG20 to nie DJIA

Chętnie poznam opinię władz giełdy na ten temat lub ewentualnie słowo otuchy pokazujące, że to "światowy standard". Uprzedzam jednak z góry, że powoływanie się na praktykę niektórych rozwiniętych rynków będzie mało sensowne. Spółki z czołówek zachodnich indeksów, dla których metodologia obliczania jest podobna do WIG20, nie mają 15-proc. udziałów w indeksie, ani też nie ma szans na tak gigantyczne dywidendy (w skali rynku). Nawet w mało licznym indeksie Dow Jones (30 spółek) musimy wziąć trzy największe spółki dla osiągnięcia udziału porównywalnego do udziału PKN w WIG20. Zresztą to porównanie nie ma znaczenia dla opisanego problemu.

Rozwiązania szukać daleko nie trzeba - WIG jest indeksem dochodowym i prawo do dywidendy skutkuje w tym przypadku wyznaczeniem nowej wartości współczynnika korygującego. I po sprawie. Oczywiście, nikogo do zmian nie zmuszę. Można zachować status quo, ale w takim wypadku w warunkach obrotu kontraktami oprócz ryzyka płynności oraz ryzyka rynkowego należy dopisać... ryzyko dywidendy.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama