Jeszcze pod koniec lipca kurs Alchemii wynosił około 15 zł. Dynamicznej hossie nie przeszkodziło nawet wprowadzenie do obrotu nowych akcji. Na początku sierpnia na GPW trafiło prawie 9 mln walorów, sprzedanych w niedawnej ofercie. Dołączyło do 2,25 mln papierów obecnych na giełdzie od lat. Wrażenia nie zrobiły też na inwestorach zmiany w akcjonariacie i umocnienie pozycji Romana Karkosika, który od dawna gra w firmie pierwsze skrzypce.
Słabe wyniki
W poniedziałek spółka z Brzegu opublikowała raport kwartalny. Nie stanowił impulsu do wzrostu ceny akcji. Wskazał natomiast na spadek obrotów, od kwietnia do czerwca wyniosły zaledwie 1,9 mln zł, w I półroczu - 4,3 mln zł) i pogłębianie się strat (2,2 mln zł w II kwartale i 3,7 mln zł narastająco).
Spółka zmienia profil działalności. Garbarstwo, z którym skończyła, już od dawna nie przynosiło jej dochodów. Nowe branże: handel paliwami, przetwórstwo tworzyw sztucznych czy hutnictwo, jeszcze nie zapewniają zysków. Wyprzedaż majątku produkcyjnego generuje straty. Na dodatek spółka inwestuje, a to kosztuje.
Odpowiedź na pytanie, dlaczego znów notowania szybko idą w górę, kryje się w enigmatycznym raporcie bieżącym. Wynika z niego tylko tyle, że Alchemia ustaliła zasady, na których będzie udzielać krajowemu przedsiębiorstwu (bez podania nazwy) stałego, nieoprocentowanego kredytu kupieckiego w wysokości do 15 mln zł miesięcznie. Kredyt kupiecki nie oznacza, że spółka będzie komuś pożyczać pieniądze. Chodzi o to, że ktoś będzie od niej coś kupował, płacąc z opóźnieniem. - Nie mogę ujawnić nazwy kontrahenta. Nie życzy sobie tego. Nie mogę powiedzieć, co będziemy mu sprzedawać. W ten sposób odkrylibyśmy karty. To wszystko dla dobra sprawy - mówi prezes Alchemii Karina Wściubiak. - Faktem jest, że obroty z tytułu tej umowy mogą sięgać 15 mln zł miesięcznie. Współpraca już się rozpoczęła. Giełdowa spółka skorzystała z regulacji prawnych, umożliwiajacych jej publikację szczegółowych danych z opóźnieniem w przypadku, gdyby natychmiastowe ich podanie mogło naruszyć jej interesy.