Tradycyjne lokaty bankowe tracą popularność. Nie dość, że są dość nisko oprocentowane, od zysków z oszczędności trzeba zapłacić fiskusowi 19-proc. podatek (tzw. Belki). Trudno się dziwić, że Polacy przerzucają oszczędności do firm ubezpieczeniowych (i TFI). Ich produkty, ubezpieczenia na życie i dożycie (a właściwie wypłacane świadczenia), są zwolnione z opodatkowania, z kolei w przypadku polis z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym nie trzeba płacić podatku przy zmianie strategii inwestycyjnej.
Czysta inwestycja
Efekt? Przed zakusami fiskusa Polacy chronią coraz więcej pieniędzy. Można szacować, że w br., jeśli utrzyma się tempo z I kwartału, ubezpieczyciele mogą przechwycić nawet 5 mld zł. Gros pieniędzy trafi na antypodatkowe lokaty (krótkoterminowe ubezpieczenia na życie i dożycie sprzedawane przez współpracujące z towarzystwami banki). Po chwilowym spadku zainteresowania, produkty te przeżywają swój renesans (ma je w ofercie m.in. Nordea, Uniqa, Gerling Życie, FinLife, CitiInsurance).
Złoty okres przeżywają też polisy na życie z funduszem inwestycyjnym. Są to zupełnie inne produkty, niż oferowane przez ubezpieczycieli jeszcze kilka lat temu (a które doprowadziły do kryzysu zaufania do rynku). Składka pobierana na ochronę ubezpieczeniową jest minimalna, resztę pieniędzy klient może ulokować w kilkudziesięciu funduszach, w tym np. luksemburskich. Przy dużych jednorazowych wpłatach (np. powyżej 100 tys. zł) nie musi obawiać się wysokich opłat karnych za przedwczesne wypowiedzenie umowy. W ub.r. Polacy wpłacili na takie polisy 1,25 mld zł.
Biznes jednorazowy?