Umowę, jak udało się nam ustalić, negocjowano od dawna. O tym, kiedy została podpisana, wczorajszy komunikat PZU nie mówi (na rynku pojawiają się informacje, że pod koniec czerwca). Dokument reguluje warunki współpracy między największymi ubezpieczycielami - polskim i czeskim.
Współpraca na początek?
Jej zakres jest szeroki. Dotyczyć będzie głównie wymiany doświadczeń modernizacyjnych oraz ubezpieczeniowego know-how. Jak wynika z komunikatu biura prasowego PZU, nasz ubezpieczyciel i Česká Pojišťovna chcą współpracować w zakresie obsługi klienta, zarządzania produktami i procesem likwidacji szkód, organizacji sprzedaży oraz polityki reasekuracyjnej. Dokument przewiduje nie tylko organizację wspólnych seminariów oraz szkoleń czy staży pracowniczych, ale także regularne spotkania członków zarządów polskiego i czeskiego ubezpieczyciela. Czy umowa jest początkiem głębszego sojuszu, nie wiadomo. Komunikat mówi jedynie o możliwości jej przedłużenia (została zawarta na rok). Pytanie to jest o tyle zasadne, że PZU miało już plany ekspansji w tym regionie Europy (razem z Eureko chciało kupić firmę na Słowacji).
Czeski prywatyzator
Česká Pojišťovna nie ma inwestora branżowego - jej większościowym akcjonariuszem jest spółka CESPO B.V., zależna od PPF (Prvni privatizacni fond a.s.), która ma 97,7% akcji ubezpieczyciela. PPF, za którym stoi Petr Kellner, jeden z najbogatszych Czechów (ma m.in. udziały Telewizji Nova, Home Creidit, starał się o przejęcie Ceskego Telekomu), jest inwestorem finansowym (dorobił się na prywatyzacji kuponowej). Nie można więc wykluczyć, że będzie chciał wycofać się ze spółki.