Reklama

Drogowa katastrofa

Publikacja: 12.08.2005 07:56

Kilka tygodni temu dowiedzieliśmy się, że wreszcie rozpoczyna się budowa pierwszego odcinka autostrady A-1. Cóż za niebywały sukces! Ta informacja jest, paradoksalnie, kolejnym potwierdzeniem tezy, że system koncesyjny, który wprowadzono w Polsce w połowie lat dziewięćdziesiątych, kompletnie się nie sprawdził.

Budowa wspomnianej autostrady rusza osiem lat po przyznaniu koncesji. W innych miejscach Polski jest tylko nieznacznie lepiej. Zresztą, jeśli już jakieś odcinki powstają, to koszty korzystania z nich są abstrakcyjnie wysokie. 11 złotych za przejazd pierwszą płatną autostradę z Krakowa do Katowic czy 22 złote za szybki przejazd z Poznania do Konina, to stawki nie do przyjęcia dla zdecydowanej większości Polaków. Sytuacja wygląda jeszcze gorzej w przypadku samochodów ciężarowych. Koszty rosną bowiem dwukrotnie. W efekcie równoległe drogi o niższym standardzie są potwornie zatłoczone. Cierpią na tym mieszkańcy okolicznych miejscowości, bo powoduje to poważne utrudnienia w lokalnym ruchu, zwiększa zanieczyszczenie środowiska, pogarsza bezpieczeństwo, o opóźnianiu transportu już nie wspominając.

Kilka dni temu poruszałem się autostradą Poznań-Konin. Na trasie spotkałem może trzydzieści innych pojazdów (odcinek ma ponad 90 kilometrów), w tym dwa samochody policyjne. Komfort jazdy zatem niebywały i niedostępny na innych polskich drogach. Pytanie tylko, czy rzeczywiście o to chodzi? Nie dość, że autostrad, po prawie dziesięciu latach obowiązywania programu ich budowy, jest jak na lekarstwo, to jeszcze są one potwornie drogie.

Opóźnienia wynikają z różnych względów, ale najważniejszym z nich są pieniądze. Inwestorzy domagali się poważnego wsparcia finansowego ze strony państwa (w formie konkretnych środków lub gwarancji), którego albo nie otrzymali, albo otrzymali po latach starań. Problem w tym, że nikt nikomu nie kazał startować w przetargach. Zakres ewentualnej pomocy państwa był od początku dość jasny, zrzucanie winy na brak pomocy z budżetu jest zatem w tym przypadku mocno na wyrost. Faktem jest jednak, że poszczególni ministrowie odpowiedzialni za infrastrukturę z rozwiązaniem problemu sobie nie radzili.

Jeśli rzeczywiście będziemy zmniejszać w najbliższych latach deficyt budżetowy, to finansowanie budowy infrastruktury drogowej ze środków publicznych nie powinno stanowić problemu. Z pewnością znaleźliby się chętni na np. "obligacje autostradowe" gwarantowane przez państwo. Moglibyśmy w ten sposób pozyskać nawet 20-30 mld złotych. Dodając do tego środki z Unii Europejskiej otrzymujemy kwotę potężną, za którą można zbudować, nawet według stawek obowiązujących na A-1, tysiące kilometrów nowych dróg.

Reklama
Reklama

Oczywiście, wprowadzenie takiego sytemu wymagałoby zmiany całej koncepcji budowy autostrad w Polsce. Ale może warto to rozważyć, patrząc na dotychczasowe efekty...

Na marginesie: do dzisiaj nie rozumiem, dlaczego drogi w Polsce tak szybko się niszczą. Zaledwie po kilku latach eksploatacji trzeba remontować odcinek Kraków-Katowice (cena za korzystanie w okresie remontu jest taka sama, ale za to przy bramkach jesteśmy czasem częstowani pączkami. Gratuluję poczucia humoru!). Jeśli tak będzie ze wszystkimi autostradami, to my do końca świata będziemy jednym wielkim placem budowy i remontów...

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama