Reklama

Ukraina sprzedaje i weryfikuje

l 33 spółki są na liście firm, które Ukraina chce w tym roku sprywatyzować. Nie wszystkie uda się sprzedać. l Ponad 200 prywatyzacji przeprowadzonych w ciągu kilku ostatnich lat jest właśnie weryfikowanych. Część już anulowano.

Publikacja: 13.08.2005 08:21

- Dzisiaj na Ukrainie mamy do czynienia z dwoma równoległymi procesami: prywatyzacją i swoistą "reprywatyzacją" - mówi w rozmowie z PARKIETEM Oleksandr Rohozynskyj, dyrektor wykonawczy Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych CASE Ukraina. Przez "reprywatyzację" analityk rozumie ponowną sprzedaż już raz sprywatyzowanych firm.

Przypadek Kryworiżstali

Najjaskrawszym przykładem tak rozumianej "reprywatyzacji" jest powtórne wystawienie pod młotek największej ukraińskiej firmy z branży stalowej - Kryworiżstali. W 2004 roku była to największa transakcja prywatyzacyjna w dziejach wolnej Ukrainy. Nowego właściciela ma zyskać ponad 93% akcji spółki, czyli dokładnie tyle, ile sprzedano za rządów poprzedniego prezydenta Leonida Kuczmy. Wówczas zwycięsko z przetargu wyszła Inwesticijno-Metaługijnaja Spiłka (Związek Inwestycyjno-Metalurgiczny), nieprzypadkowo związana z Wiktorem Pińczukiem, zięciem ówczesnego ukraińskiego przywódcy oraz donieckim oligarchą Rinatem Achmetowem, uważanym za najbogatszego człowieka w kraju. Inwestor przejął pakiet kontrolny Kryworiżstali, choć zaproponował za niego równowartość zaledwie 800 mln USD, czyli znacznie mniej niż inni uczestniczący w konkursie oferenci, m.in. Mittal Steel i amerykański koncern U.S. Steel. Zdaniem ekspertów, budżet państwa mógł wówczas uzyskać za kombinat nawet 8 mld hrywien (ok. 1,5 mld USD).

Po zwycięstwie Pomarańczowej Rewolucji, w lutym br. nowe władze rozpoczęły proces unieważniania ówczesnego przetargu. Pod koniec kwietnia sąd gospodarczy w Kijowie uznał, że sprzedaż Kryworiżstali była niezgodna z prawem i nakazał inwestorowi oddanie akcji Funduszowi Mienia Państwowego Ukrainy. 3 czerwca postanowienie podtrzymał sąd apelacyjny. W uzasadnieniu napisano, że o rozstrzygnięciu przetargu z 2004 roku nie zdecydowały względy ekonomiczne. Trzy dni później premier Julia Tymoszenko poleciła Funduszowi rozpisać ponowny konkurs na inwestora dla kombinatu hutniczego. W mijającym tygodniu rząd ostatecznie zatwierdził kalendarz przetargowy. Oferty można składać do 17 października. Tydzień później poznamy wyniki konkursu. Cenę wywoławczą ustalono na 2 mld USD. Oprócz wylicytowanej kwoty, nabywca będzie musiał także zadeklarować, że przez najbliższe pięć lat zainwestuje w firmę co najmniej 1,9 mld USD.

Wątpliwe prawo własności

Reklama
Reklama

Przedsięwzięcie ma więc mieć ogromną skalę. Ponowna sprzedaż Kryworiżstali zapowiada się na największą prywatyzację, do której dopuszczono zagraniczne firmy nie tylko na Ukrainie, ale we wszystkich krajach byłego ZSRR. Jest jednak problem natury prawnej.

- Nie wiadomo do końca, jaki miałby być status nowego zwycięzcy przetargu, ponieważ poprzedniemu nie zwrócono pieniędzy, które zapłacił za 93% akcji Kryworiżstali - mówi Oleksandr Rohozynskyj z CASE Ukraina. - Państwo nie ma na to po prostu wystarczających funduszy. Według niego, Inwesticijno-Metaługijnaja Spiłka ma otrzymać z powrotem swoje pieniądze, ale dopiero wówczas, gdy za akcje kombinatu zapłaci nowy, wyłoniony w przetargu właściciel.

Najwyraźniej jednak do problemu nie przywiązują większej wagi koncerny chętne do przejęcia ukraińskiego potentata stalowego. Do konkursu chcą przystąpić dwaj najwięksi producenci stali na świecie: oprócz wspomnianego już koncernu Mittal Steel, także Arcelor, który za pierwszym razem nie ubiegał się o Kryworiżstal. W gronie pretendentów znalazł się również Euraz Group z Rosji. Nie wiadomo natomiast, czy ponownie w przetargu wystartuje inny rosyjski gigant - Siewierstal, a także starający się o Kryworiżstal w ub.r. U.S. Steel.

Garstka akcji na giełdę

Decyzją ukraińskiego rządu, część akcji największego tamtejszego kombinatu hutniczego powędruje też na kijowską giełdę. Za niespełna miesiąc Fundusz Mienia Państwowego Ukrainy ma sprywatyzować w ten sposób garstkę, bo 1,74% akcji Kryworiżstali. Wartość papierów szacuje się na 67 mln hrywien (ok 13,4 mln USD).Kryworiżstal jest jednym z największych ukraińskich producentów wyrobów metalowych, a jego udział w rynku hutniczym tego kraju stanowi aż 20%. Kombinat wytwarza rocznie ponad 6 mln ton wyrobów walcowanych, ok. 7 mln ton stali i blisko 8 mln ton surówki. W 2003 roku dochód huty przekroczył 900 mln hrywien (ok. 170 mln USD).

Historia przekształceń własnościowych Kryworiżstali jest tak skomplikowana, że wydaje się jedyną w swoim rodzaju. Tak jednak wcale być nie musi. - Sąd konstytucyjny sprawdza właśnie, czy przepisy, na podstawie których sprywatyzowano kilka przedsiębiorstw z branży energetycznej, nie były przypadkiem niezgodne z ustawą zasadniczą - mówi PARKIETOWI Nina Jaworskaja z biura prasowego Funduszu Mienia Państwowego Ukrainy. - Chodzi o pięć lub sześć spółek - dodaje. Być może część, a niewykluczone że wszystkie będą w przyszłości "reprywatyzowane".

Reklama
Reklama

Pogorszenie

klimatu gospodarczego

Po zwycięstwie Pomarańczowej Rewolucji na Ukrainie zapanowała swoista moda na sprawdzanie legalności dokonań poprzednich władz, szczególnie jeśli chodzi o prywatyzację. Nowy prezydent Wiktor Juszczenko polecił zweryfikować wszystkie przeprowadzone w ciągu ostatnich pięciu lat transakcje prywatyzacyjne, pod względem m.in. realizacji zobowiązań inwestycyjnych nowych właścicieli. - Dotyczy ono około 200 kiedyś państwowych przedsiębiorstw, które trafiły w prywatne ręce - deklaruje N. Jaworskaja.

- Nie słyszałem, aby na tej podstawie zakwestionowano jakąś prywatyzację - mówi szef ukraińskiego CASE. Jego zdaniem, to nie weryfikacja procesów prywatyzacyjnych psuje dobry klimat gospodarczy na Ukrainie.

- Mniej więcej 10 lat temu przeprowadzono u nas, podobnie jak w innych krajach byłego ZSRR, prywatyzację kuponową - tłumaczy O. Rohozynskyj. Przy tej okazji w prywatne ręce trafiły małe przedsiębiorstwa, jak zakłady szewskie, fryzjerskie, drobna wytwórczość. - Teraz, gdy nastała moda na sprawdzanie wszelkich transakcji prywatyzacyjnych, jakie były przeprowadzone przed Pomarańczową Rewolucją, ludzie zaczęli też kwestionować tamtą, drobną prywatyzację - wyjaśnia analityk. Jego zdaniem, to właśnie ogrom pozwów sądowych w takich sprawach powoduje, że na Ukrainie stanęło dziś pod znakiem zapytania święte prawo własności. Na szczęście, co przyznaje O. Rohozynskyj, ostatnio władze starają się przeciwdziałać temu procederowi.

Powszechne sprawdzanie legalności dokonanych już prywatyzacji wydaje się odwracać uwagę Ukraińców od niezbędnych, kolejnych podmiotów majątku państwowego, przeznaczonych do sprzedaży.

Reklama
Reklama

Tylko 1/5 rocznych planów

Tegoroczne plany zakładały, że ukraiński budżet uzyska w tym roku z prywatyzacji 6 mld hrywien (ok. 1,2 USD). Pierwsze półrocze zamknęło się wynikiem znacznie poniżej oczekiwań: zaledwie 1,8 mld hrywien. Realizacja tegorocznych założeń stoi więc pod znakiem zapytania. Kłopotem okazała się również obsada stanowiska prezesa Funduszu Majątku Państwowego Ukrainy. Na jego czele postawiono wywodzącą się z lewicy Walerię Siemenjuk. Jak mówi Oleksandr Rohozynsky, jej dotychczasowa polityka polega bardziej na hamowaniu niż na rozpędzaniu prywatyzacji. Przykładem może być narodowy operator telekomunikacyjny UkrTelecom, który zgodnie z obowiązującym jeszcze niedawno prawem, miał być sprywatyzowany w tym roku. Tuż przed wakacjami "zawieszono" jednak obowiązywanie ustawy, zgodnie z którą spółka miała trafić w prywatne ręce. O dalszych losach UkrTelecomu członkowie ukraińskiego parlamentu mają zdecydować po powrocie z letniego wypoczynku. - UkrTelecom miał być już wcześniej kilkakrotnie sprzedany - wspomina przedstawiciel CASE Ukraina. - Tak naprawdę jednak nigdy spółki nie przygotowano do tego procesu. I nadal nie jest gotowa - dodaje Oleksandr Rohozynsky. Jego zdaniem, władze wciąż wahają się, czy tak dochodową firmę (co roku przynosi ok. 2 mln hrywien do budżetu) powinno się sprzedawać. Jeśli jednak trafi do rąk prywatnych, nastąpi to nie wcześniej niż w przyszłym roku.Jeszcze w tym roku Ukraina będzie musiała sprzedać inne spółki, w przeciwnym razie "nie dopnie" budżetu. M.in. dlatego też w połowie czerwca br. minister finansów Wiktor Pinzenyk zapowiedział zdecydowane przyspieszenie prywatyzacji.

- Wszystko, no może prawie wszystko, jest na sprzedaż - stwierdził szef resortu finansów w wywiadzie dla Bloomberga. Według niego, pod młotek mogą pójść m.in. akcje koncernu energetycznego Energetyczna Kompania Ukrainy. Mówi się również o sprywatyzowaniu jednej z największych na świecie firm produkujących turbiny - koncernu Turboatom. Decyzją prezydenta Wiktora Juszczenki, spółka została niedawno wciągnięta na listę firm przeznaczonych do sprzedaży jeszcze w tym roku.

Hotele pod młotek

Na liście są 33 przedsiębiorstwa (wszystkie będące w gestii Funduszu Mienia Państwowego Ukrainy). Czy dla wszystkich uda się w ciągu niespełna pięciu miesięcy znaleźć nowych właścicieli? - Widać, że tak się nie stanie - mówi Nina Jaworskaja. Dlaczego? - Na liście jest dziś tylko 13 firm gotowych do sprywatyzowania, pozostałe wymagają dalszych przygotowań - wyjaśnia.

Reklama
Reklama

Wśród ciekawszych projektów, które mają szanse zakończyć się jeszcze w tym roku, N. Jaworskaja wymienia m.in. sprzedaż przedsiębiorstw z branży chemicznej. Pod młotek miało pójść 50% i jedna akcja spółki Odeskyj Pryportowyj Zawod, jednego z największych na Ukrainie wytwórcy amoniaku, prawie 75-proc. pakiet akcji producenta opon samochodowych Rosawa oraz w całości przedsiębiorstwo Objednannja Azot, które wytwarza nawozy mineralne.

Poszukiwany ma być również nabywca pakietu 96,7% akcji firmy Nikopolskyj Piwdennotrubnyj Zawod. Sprzedana miałaby być także w całości stołeczna firma motoryzacyjna Kijewskyj Motocykletnyj Zawod. Do większych tegorocznych prywatyzacji, zdaniem przedstawicielki Funduszu, może należeć również sprzedaż połowy akcji Kompanii Ukragrimaszinwest.

Na nowych właścicieli czekają 100-proc. pakiety akcji hoteli: Sport w Mukaczewie oraz Dnipro w Kijowie, 50% akcji innego stołecznego hotelu Ukraina oraz mniejszościowe pakiety: Kijowskiego Hotelu Turystycznego Drużba oraz hotelu Oreanda na Krymie. Dodajmy, że niektóre z tych transakcji, jeśli do nich dojdzie, również będą ukraińską wersją "reprywatyzacji". Część wymienionych hoteli miała już prywatnych właścicieli. Podobnie jak w przypadku Kryworiżstali, byli nimi ludzie powiązani z poprzednim prezydentem Ukrainy, w tym również wspomniany już zięć Kuczmy - Wiktor Pińczuk.

Potencjalni inwestorzy nie muszą się jednak gorączkować, w najbliższym czasie nie rozstrzygną się losy żadnej firmy. Żadna z wymienionych na liście Funduszu prywatyzacyjnego nie została bowiem na razie wystawiona na sprzedaż.

Nina Jaworskaja nie potrafi powiedzieć, kiedy przetargi mogą być ogłoszone. - To każdorazowo zależy od decyzji rządu Ukrainy.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama