Wczorajsza sesja dość dobrze wpisuje się w dość często obserwowany schemat zachowań, polegający na negowaniu sygnałów płynących z analizy technicznej. Zgodnie z podstawowym schematem płynącym z tego sposobu badania rynku, spadek poniżej lokalnego dołka z 3 sierpnia był początkiem krótkoterminowego trendu malejącego. Jednak na wczorajszej sesji indeks wrócił ponad 2235 pkt i teoretycznie jest na dobrej drodze do kolejnego rekordu. Teoretycznie, bo styl wczorajszej zwyżki nie był zachwycający. Dokonał się przede wszystkim za sprawą dwóch spółek, których notowania mocno związane są z surowcami - PKN "odpowiada" za ok. 45% zwyżki, KGHM za 25%. Dodatkowego wsparcia udzielił naszemu rynkowi węgierski BUX.

PKN opublikował raport kwartalny zgodny z oczekiwaniami, a mimo tego notowania poszły w górę o 3%. Zwyżka wydaje się chyba nieco przesadzona, nawet jeśli wziąć pod uwagę, że po raz pierwszy w historii spółka miała szansę zarobić ponad 1 mld zł w jednym kwartale. Z drugiej strony przed rokiem informowała, że zarobiła ponad 700 mln zł, teraz odniesienie zostało zredukowane do 550 mln zł. Wprawdzie to przede wszystkim efekt dostosowania starego raportu do nowych zasad rachunkowości, ale spółka po raz drugi ma okazję pochwalić się jednym z najlepszych wyników kwartalnych w historii. Zysk firmy, biorąc pod uwagę cztery kolejne raporty, wzrósł o 5,4% w odniesieniu do pierwszego kwartału, co jest jednym z najsłabszych wyników w trakcie trwającej od trzech lat systematycznej poprawy rezultatów.

Ale wczorajsza sesja to nie tylko bliskie historycznemu rekordowi notowania PKN Orlen, KGHM czy zbliżający się do kilkuletniego maksimum WIG20. To także ostre przeceny Redanu, Drozapolu, Ceramiki NG czy Polcoloritu. Wszystkie te firmy miały wczoraj najniższe kursy w - niezbyt długiej - historii. Na trendzie wzrostowym na GPW wciąż cieniem kładzie się wąski rynek i duże zróżnicowanie w zachowaniu poszczególnych spółek.