Liczba akcji wyszukiwarki powiększy się maksymalnie o 14,8 mln papierów, czyli mniej więcej o 8,5% - wynika z dokumentów przedłożonych przez Google w amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC).

Jeśli do emisji wyśrubowane giełdowe notowania Google utrzymają się, firma zbierze z rynku nawet 4,2 mld USD, czyli ponad dwa razy więcej niż przy okazji debiutu z sierpnia zeszłego roku - choć wówczas do obrotu trafiło więcej papierów (19,6 mln). To efekt gwałtownego popytu na akcje Google, które przez rok podrożały z 85 USD (po tyle sprzedawano je na rynku pierwotnym) do 285 USD, jakie płacono za nie w ostatnią środę. W reakcji na wczorajsze doniesienia kurs spadł o kilka procent.

- Wielką zagadką jest, na co konkretnego Google potrzebuje pieniędzy - uważa analityk John Tinker z nowojorskiej firmy ThinkEquity Partners. - Może firma chce wprowadzić więcej treści do portali? Tą ścieżką podążyło Yahoo! - zastanawia się Tinker. Google podało jedynie, że pieniądze z emisji pójdą na ogólne potrzeby i "komplementarne" przejęcia. Fakt faktem, że Google wprowadza ostatnio nowe produkty i rozwija się poza granicami USA, próbując odeprzeć konkurencję ze strony Microsoftu i Yahoo!. Według analityków, Google niedługo chce ukazać światu przeglądarkę internetową własnej produkcji.

W ciągu roku po debiucie przychody Google zwiększyły się dwukrotnie, a zysk skoczył pięciokrotnie. Rośnie udział firmy w liczbie zapytań przesyłanych wyszukiwarkowom. W skali globalnej w czerwcu skoczył do 56%, z 48% przed rokiem. Do Yahoo! trafiło 22% zapytań (mniej o 4 pkt proc.), a wyszukiwarka Microsoftu obsłużyła 11% zapytań (plus 1 pkt proc.).

Bloomberg