Ubiegły tydzień przyniósł niewielki spadek indeksów giełdowych. Wprawdzie rzadko większość ma rację, ale tym razem oczekiwania większości analityków (Wigometr ponad minus 40 pkt) sprawdziły się. Chciałoby się powiedzieć: wreszcie. Presja na spadek indeksów jest od kilku tygodni tak wielka, że pasywne zachowanie inwestorów zagranicznych, którzy byli dotychczas motorem ostatnich zwyżek, zostało wykorzystane do wyprzedaży akcji. Może "wyprzedaż" to za wielkie określenie, gdyż spadek odbywa się przy małych obrotach.
Wygląda więc na to, że niedźwiedziom zależy na "ściągnięciu" indeksów bardzo małym nakładem sił. Wykorzystują każdą złą informację, mogącą popsuć nastroje inwestorów. Stąd też na czwartkowej sesji byliśmy światkami dość humorystycznych sytuacji, gdzie chociażby kurs KGHM spadł o 2% przy wolumenie 3000 akcji i przez dłuższy czas handel był mizerny. Podobnie było na innych, zazwyczaj bardzo płynnych, akcjach z WIG20. Przypadek? Nie. Spadek cen surowców, takich jak miedź i ropa oraz dość kiepskie dane o produkcji przemysłowej na rodzimym podwórku, to wystarczający powód, by wstrzymać się z zakupami jakichkolwiek akcji. I trudno tu nie zgodzić się z zagranicznymi inwestorami, którzy od kilku miesięcy zwiększają zaangażowanie na naszym rynku, że po co kupować drogo, jak może udać się taniej. Problem jest tylko jeden - na rynku jest zbyt dużo wolnej gotówki.
Na czwartkowej i piątkowej sesji można było zauważyć agresywne kupno na kontraktach. Nieprzyzwoicie ujemna baza pomiędzy futures a WIG20 zaczęła na spadku zmniejszać się, co dobrze wróży na przyszłość posiadaczom akcji. "Spadliśmy" chyba trochę za nisko, szczególnie że na świecie w ubiegłym tygodniu nic wielkiego się nie wydarzyło. Nie ma co oglądać się na Węgry, bo przecież tam wzrost był dużo większy, choć perspektywy ich gospodarki są dużo gorsze niż naszej.
Wygląda więc na to, że jesteśmy skazani na wzrost, a ostatni spadek to tylko kosmetyka. Wrześniowa oferta sprzedaży akcji PGNiG dodatkowo zwiększy zainteresowanie giełdą, co powinno przełożyć się na wzrost cen akcji jeszcze przed wyborami, szczególnie że ich wynik jest łatwy do przewidzenia.